Kiedy piszę tutaj o Wołochach na Morawach, to zdałoby się, co to kogo
obchodzi- gdzie Morawy, a gdzie Polska. No, ale tym razem jest tak, że to, co
napiszę o Wołoszczyźnie na Morawach, jak najbardziej dotyczy również polskich
Karpat. W równej mierze dotyczy to Łemków, Bojków, jak i mieszkańców z
Ochotnicy oraz górali żywieckich, istebniańskich, wiślańskich, a nawet ludności
z miejscowości pod Lublinem (bo i tam dotarli Wołosi), co Wołochów z Moraw. Tak
to są potomkowie Wołochów.
Całe polskie Karpaty zasiedlali Wołosi i asymilowali się z ludnością
tubylczą.
Tereny Moraw zasiedlone, przez potomków Wołochów, zostały najpóźniej w
stosunku do migracji Wołochów w obrębie całego łuku Karpat. I ta migracja
wołoska na teren Moraw nie dotyczy ludności wołoskiej, tej wędrującej z południa
Europy i pierwotnie zasiedlającej Karpaty w wiekach wcześniejszych, a głównie
Polaków, Słowaków i Rusinów. O Wołoszczyźnie na Morawach mówi się nie tyle w
kontekście ludu wołoskiego, a raczej w kontekście kultury, prawa itp. wołoskich,
jakie przynieśli ze sobą osadnicy, którzy przejęli to wszystko od Wołochów-
imigrantów z południa Europy. Co ciekawe, w poprzednim poście pisałam, na
podstawie polskich źródeł, że Wałasi cieszyńscy nie mają nic wspólnego z
Wołochami przybyłymi z południa Europy, a źródła czeskie podają, że jak najbardziej
to są właśnie ci Wołosi, którzy osiedlali się w wiekach XIII- XVI na terenach
całych Karpat. I ja wierzę Czechom, bo niby dlaczego taki mały obszar,
ograniczający się do Cieszyna i okolic, miałaby zaludnić jakaś odrębna grupa
etniczna, w dodatku miałaby zostać nazwana prawie tak samo, jak lud z ogromnej
migracji, który osiedlił się w niedalekim Ustroniu, Brennej, Wiśle, Istebnej,
Jabłonkowie itp i dalejw górach na
wschód? W dodatku Czesi łączą region cieszyński z Wołoszczyzną na Morawach, bo
przecież te wszystkie morawskie, wołoskie miejscowości leżą niedaleko Cieszyna.
Miałaby być jakaś etniczna wyrwa? Jedyne co odróżnia cieszyńskich Wałachów od
np. wiślańskich czy morawskich Wołochów, to strój. Jednak i tu jest proste
wytłumaczenie tej różnicy. Strój cieszyński to typowy strój mieszczański, a nie
chłopski- góralski. Poza tym, stroje ludowe często różnią się nawet w obrębie
jednego regionu- strój góralski z Istebnej, a strój żywiecki, jakaż różnica
ogromna, a odległość przez góry mała. Moja babcia mieszkała 5 km od Cieszyna,
na zachód, czyli dalej od gór, a jak weszłam do takiej chaty w skansenie, to
jakbym widziała sprzęty z kuchni mojej babci. No i język– gwara, jaką mówiła
babcia, słownictwo. Zwłaszcza dotyczące upraw, czy hodowli, oraz stroju, jest
bardzo zbliżona do gwary góralskiej (nawet tej czeskiej). I ta gwara mnie
przekonuje.
Przy czym na Morawy przybyła ludność już zasymilowana ze słowackich
oraz polskich gór. I jeszcze jedno, we wszystkich polskich źródłach, migracja
wołoska kończy się na Beskidzie Śląskim. Owszem jest wzmianka, że dotarli oni
na Morawy i na tym koniec. Dlatego musiałam sobie poszukać i przetłumaczyć
treści, dotyczące osadnictwa wołoskiego na Morawach, ze stron czeskich. Wszystkie
treści i polskie, i czeskie upewniły mnie w tym, że chodzi o tę samą nację ze
wszystkimi jej charakterystycznymi cechami w różnych aspektach.
Kim zatem byli Wołosi?
„Wołosi to określenie szeregu archaicznych grup etnicznych, które
funkcjonowały w ramach klanowej struktury plemiennej i nigdy
nie wykształciły własnej tożsamości narodowej. Wołosi byli wędrownym
ludem pasterskim, który na skutek ciągłego przemieszczania się uległ
rozproszeniu, który na skutek wędrownego sposobu życia uległ rozproszeniu. W
trakcie wędrówek Wołosi stopniowo wtapiali się w napotkane na swej
drodze lokalne społeczeństwa, zatracając stopniowo cechy wspólnoty
plemiennej oraz przejmując nowe wzorce. Mimo tych przemian Wołosi, jako
wspólnota pierwotnie pasterska, odznaczała się pewną hermetycznością oraz
przywiązaniem do własnej tradycji. Dzięki temu relikty owej pierwotnej
wspólnoty są do dziś widoczne wśród licznych współczesnych grup zamieszkujących
Karpaty. W Karpatach północnych Wołosi wnieśli istotny wkład w formowanie wspólnoty
kulturowej grup góralskich (ruskich, polskich i słowackich) przekazując im
górski system gospodarki pasterskiej, słownictwo i wzory kulturowe; w Karpatach
południowych etnos ten dał zaś początek narodowi rumuńskiemu. Napływający w
Karpaty północne etnos wołosko-ruski wyróżniał, w stosunku do zamieszkujących
je grup, obrządek wschodni. Wołosi od X wieku byli bowiem chrześcijanami
obrządku prawosławnego, co uwarunkowane było wielowiekowymi
historyczno-kulturowymi związkami z Bizancjum”
Skąd pochodzą Wołosi.
Są dwie hipotezy na temat pochodzenia Wołochów:
1.Dako- rumuńska: są to zromanizowane grupy
Daków, które schroniły się w Karpatach przed najazdem Alamanów i Gotów (III w
.n.e.). Wersja mnie popularna i raczej nieprawdziwa.
2.Południowo-bałkańska- Wołosi pochodzą ze zromanizowanej
ludności trackiej, iliryjskiej i dackiej, zamieszkującej południową część Bałkanów.
Rzym podczas okupacji tych terenów, doprowadził do romanizacji tych ludów, co
skutkowało wytworzeniem sięjęzyka
(dialektu) wołoskiego.
„Wiele wskazuje na to, że wołoscy przodkowie Rumunów zaczęli napływać
dopiero w IX w. lub niewiele wcześniej na teren wolnych od osadnictwa
słowiańskiego Karpat Południowych.” A potem posuwali się dalej dolinami i
zboczami Karpat i po trzech wiekach dotarli także na tereny Rusi Halickiej i
naszego Podkarpacia, którego ziemie zwano wtedy Rusią Czerwoną. Później
przeszli Karpatami aż po Śląsk Cieszyński, a swoją wędrówkę zakończyli na
czeskich Morawach. Migracja Wołochów Karpatami z południa na północny zachód
była konsekwencją raz rozpoczętej pasterskiej wędrówki górskiej, bo (jak pisze
Parczewski) „dla ukształtowanego w górach Bałkanów etnosu pasterskiego rozległe
pustkowia karpackie były (…) naturalnym »pasem transmisyjnym« ekspansji
osadniczej i kulturowej (…)”. Ta ekspansja była jednak tyleż naturalna, co i
wymuszona. Ten przymus zrodził się w wyniku upadku Konstantynopola w 1453 roku
i zajęciu przez Turków Półwyspu Bałkańskiego. „Z zajętych przez Turków krajów
bałkańskich – pisze Romualda Grządziela – uchodzili nie tylko artyści, ale
również ludność wołoska, szukając miejsc, gdzie mogłaby żyć i uprawiać praktyki
religijne w swojej wierze. Znajdowała je m.in. w Polsce. W latach 1340–1369
król Kazimierz Wielki przyłącza do Korony Polskiej ziemie Rusi Halickiej, co
spowodowało, że w jednym organizmie państwowym znalazła się ludność wyznania
rzymskokatolickiego i prawosławnego”.
Kolebka Wołochów- Góry Tsamanta na pograniczu Grecji, Macedonii i Albanii
Wołosi zasiedlali całe Karpaty, nierzadko zachęcali ich do tego
książęta, właściciele majątków, którzy byli właścicielami lasów i terenów
górskich, wprowadzali swoją gospodarkę pasterską i uczyli miejscowych
szałaśnictwa. Powoli taka gospodarka wypierała gospodarkę polną, która w górach
i tak nie miała większych szans ze względu na klimat.
Mapa migracji Wołochów od
XIII do XVI wieku- zasiedlanie łuku Karpat
Niemal wszystkie najstarsze źródła wyróżniają Wołochów na podstawie dwóch
cech: używania języka rzymskiego czyli ludowej łaciny oraz pasterskiego trybu
życia. Istnienie tych dwóch elementów należałoby uznać za podstawowy wyznacznik przynależności do grupy.
I tyle chyba wystarczy o migracji Wołochów.
Współcześni Wołosi bałkańscy.
Szałas pasterski w Beskidach na starej pocztówce.
Szałas pasterski na Czole Turbacza pocztówka z lat 50. XX wieku
Bardzo trafny oraz rzeczowy post, pod którym mogłabym się,
z całą odpowiedzialnością za słowo, również podpisać, choć nie zawsze zgadzam
się z autorką, co do przyczyn opisanego zjawiska.
Wklejam (bo to moja cecha główna: kopiuj-wklej) treść ot tak,
byprzypomnieć, albo wręcz pokazać, z
czym się wiąże krytykanctwo- nie rzeczowa krytyka, a właśnie krytykanctwo. Sam
tytuł też wiele mówi.
Autor słynnych „Rozmów z Bogiem” napisał: „Tak
długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o Tobie myślą, tak długo będziesz
od nich zależny”. Któż chciałby być zależny od zakompleksionych ludzi z niskim
poczuciem własnej wartości?
Każdy z nas spotyka się czasem z krytyką. Co
powoduje, że niektórzy są tak skorzy do krytyki? Skłonność do ciągłej krytyki
wynosimy z domu, to świadczy o naszym wychowaniu (nie mylić z wykształceniem):
ktoś, w czyjej obecności stale krytykowano innych ludzi i kto sam był
krytykowany, uczy się krytykowania. Taka osoba posiada niskie poczucie własnej
wartości. To nie jest tak, że nikt nie może nam powiedzieć złego słowa. Każdy
ma prawo oceniać i to, jak to robi świadczy wyłącznie o nim. Uwierzcie mi, „konstruktywna
krytyka” potrafi dać naprawdę ogrom korzyści. Trzeba jednak odróżnić
konstruktywną krytykę od destrukcyjnej.
Jeśli ktoś nie wysila się, by w swój krytycyzm
włożyć choć odrobinę kultury to świadczy o nim bardziej niż o nas. Dlatego nie
przejmuję się tak zwanym hejtem, tym bardziej jeśli pochodzi od ludzi, którzy
totalnie nie mają dla mnie znaczenia i zajmują się typowym „krytykanctwem”.
Przykra i złośliwa krytyka o wiele więcej mówi o osobie, która krytykuje, a nie
o tym, kto jest krytykowany. Jeśli zatem Drodzy Czytelnicy będziemy o tym
pamiętali to będziemy wiedzieli, że to nie z nami jest „coś nie tak”.
Jest tak i wszyscy o tym dobrze wiemy, że są na
świecie ludzie, którzy wszystko krytykują, ale są też tacy, którzy pomagają,
oczywiście w miarę swoich możliwości. Gorzej jest, gdy ktoś próbuje być dobry w
jakiejś dyscyplinie, ale mu nie idzie. Wtedy zazwyczaj na każdym kroku musi
udowadniać innym, ale chyba przede wszystkim sobie, że jest ekspertem i że jest
lepszy od innych. W ramach takiego udowadniania, osobnicy niespełnieni
odczuwają uporczywą konieczność krytykowania innych. Właściwie nawet nie tyle
krytykowania, co ganienia, łajania, podkopywania
czyjegoś autorytetu. Krytykowanie miałoby w sobie jeszcze ziarno pozytywnego
przesłania, mogłoby nieść sensowną radę czy rozwiązanie jakiegoś problemu.
Jednak w takich przypadkach mamy wtedy raczej do czynienia z „krytykanctwem”,
niż z krytyką.
Osoby takie są nieszczęśliwe: osądzanie innych to
forma terapii – oczyszczania wewnętrznego. To świetny, choć brudny sposób, na
odwrócenie uwagi od tego, co dzieje się w nich samych. Zamiast wziąć się w
garść i zacząć pracować nad sobą, wybierają łatwiejszą drogę, przerzucają
własne wady na barki innych i w krótkiej chwili zaczynają czuć się lepiej.
Stają się idealni, nieomylni i naprawdę w to wierzą, a ich ego obija się głową
o sufit. Znikają ich błędy, nie widzą swoich wad, za to druga osoba postrzegana
jest przez nich jako szczególnie zepsuta. Na zasadzie kontrastu poprawiają
własne samopoczucie i wpadają w nałóg bezlitosnego krytykowania. Dokąd to
prowadzi? Krytykowanie innych więcej nam mówi o osobie krytykującej niż o
obiekcie krytyki. Mówi się, że skłonność do krytyki to forma ukazania
autobiografii. „Gdy osądzasz innych – nie pokazujesz jakimi oni są
-pokazujesz, jaki ty jesteś” .
Na swojej drodze życia napotkałam na „bandę
łobuzów”, zaczęłam się wtedy zastanawiać skąd biorą się tacy ludzie?
To stało się źródłem moich głębszych rozważań na temat ludzkiej natury. Długo
się nad tym zastanawiałam i mój wniosek jest taki, że Ci, którzy rzeczywiście
mają wiedzę, będą zbyt zajęci, aby tracić czas na krytykanctwo. Krytykanctwem
zajmują się zakompleksieni i stale próbujący sobie coś udowadniać ludzie.
Skłonność do krytyki niestety zazwyczaj pozostaje na całe życie. Rywalem
natomiast takiej osoby jest każdy, kto ma większy potencjał, możliwości, wiedzę
itp. Warto o tym pamiętać.(...)"
Ja jeszcze dodam, że nie tylko osoby zakompleksione
uprawiają krytykanctwo. To mogą być także osoby szczególnie złośliwe, wypełniający
jakaś sobie tylko znaną zemstę ,.ub zwykli awanturnicy, bo nie mogą bez zadymy,
gdziekolwiek się pojawią, żyć.
To było wczoraj. Jedziemy? Jedziemy.
Gdzie? Skansem Wsi Wałaskiej w Rožnovie pod Radhoštěm.
Miejsce zaplanowane miesiąc temu, wyjazd tak od strzału, bo jeszcze wahanie,
czy upał nie będzie zbyt duży, ale w perspektywie są jeszcze wyższe temperatury,
to decydować się należy szybko- jedziemy. Ano upał był, ale dało się wytrzymać.
Wyjechaliśmy dosyć wcześnie, po drodze wymiana złotówek na korony. Po stronie czeskiej mieliśmy, podczas jazdy, takie widoki.
Łysa Hora
I stado górskich krów. Ile razy mijamy w trasie jakieś krowy, tyle razy przypomina mi się stwierdzenie jednej z nauczycielek, że jeszcze trochę czasu minie i uczniowie będą oglądali krowy tylko w ZOO.
Bilety
kupiliśmy przez Internet.I znów mieliśmy
wybór miejsc do zwiedzania. W Rożnowie jest kompleks „skansenów”. Do każdego
osobny bilet. Mogliśmy wybrać: Skansen Wsi Wałaskiej, Drewniane Miasteczko (też
wałaskie), gdzie na bieżąco odbywają się występy zespołów ludowych (fakt, cały
czas dochodziła stamtąd muzyka oraz śpiewy), oraz ścieżkę przyrodniczą z
młynem. Wybraliśmy Skansen Wsi Wałaskiej- takie rzeczy bardzo mnie interesują.
Odkąd pamiętam, historia, kultura materialna, kultura życia danej społeczności,
antropologia, ogólnie etnografia, zawsze mnie interesowały (i nie dziwota, że
„poszłam" i w tym kierunku” z wykształceniem).
Dodatkowym bodźcem do poznania kultury Wałachów, było to, że Cieszyniacy
również wywodzą się z tego ludu. Taką wiedzę ogólną miałam do wczoraj, tu ZONK- i tak, i nie, ale o tym trochę
później.
To nie tak, że nic nie wiedziałam o Wałachach, bo jednak jakąś wiedzę,
dotycząca górali beskidzkich oraz Cieszyniaków miałam. Wiedziałam, że te ludy
przyszły z południa, że wprowadziły kulturę szałaśniczą, jak wyglądały i nadal
wyglądają ich stroje, jakie mają zwyczaje, co pozostało z dawnych lat itp., ale
to poznałam ogólnie. Wczorajsza wyprawa „otworzyła” mi oczy na całość
osadnictwa wałaskiego (wołoskiego). I jak zawsze, bo Jaskółka to taki zwierz,
co musi poznać już, natychmiast „od podszewki” wszystko dogłębnie, dokładnie-
weszłam w Internet. A tam całe opracowania, wiele opracowań i kurcze, maleńko na temat Wołochów morawskich, ale i tak przepadłam na amen…
No, więc…. No, więc pojechaliśmy obejrzeć skansem. Od nas do Rożnowa
jest około 80 kilometrów
Na miejscu wielki parking, a na nim multum samochodów głównie z czeską
rejestracja. O ile w Koprzywnicy było sporo Polaków, to w Rożnowie nie
spotkaliśmy ani jednego, a samochody z polską rejestracją może było z pięć.
Widać Rożnów jest za daleko na krótkie wypady, a góry czeskie chyba nie mają
wzięcia u polskich turystów. Może inaczej- pewnie Polacy są na szlakach górskich,
tych mocno reklamowanych- Łysa Góra, Radhošt (1029 m n.p.m.-
Kaplica Cyrylego i Metodego) oraz Radegast (1106 m n.p.m.- figura boga
Radegasta), przełęcz Pustevny (platformy widokowe)- tam można kolejką, są
parkingi, kaplica, figura Radegasta, jakieś platformy widokowe, łatwe wejścia…
w sam raz dla turystów mało wymagających. Pewnie też o to zahaczymy, ale w
pierwszej kolejności przed nami te ciągle odkładane Hulkvady.
Przed wyjazdem pytam Jaskóła, jakie buty wziąć, bo w adidasach gorąco,
chociaż ja na takie wyprawy głównie adidasy zabieram. Słyszę, że teren płaski…
zakładam adidasy, mimo wszystko, ale sandały wkładam do samochodu. I to był
dobry wybór. Z parkingu dochodzimy do kas biletowych, przechodzimy bramki
i…
teraz ciągle pod górę i to dosyć stromym podejściem do chaty z wystawą, dotyczącą życia codziennego Wołochów. A potem jeszcze tak
i np. tak
a potem w dół też po
stromiznach, i w górę po korzeniach, i w dół po piachu... W dodatku do chat wchodzi się po wysokich kamiennych schodkach lub
wprost po wielkich kamieniach. Surwiwal dla nóg jak nic. Zatem, kde je rovinatá země ???????? No tak, to drewniane miasteczko, czyli ten drugi skansen, jest na terenie płaskim, a nasz skansen to łażenie po kamienistych dróżkach, po stromych zboczach, na których usytuowane są chaty wałaskie. Ot takie maleńkie niedopatrzenie, ale mój anioł stróż czuwa w takich przypadkach i delikatnie trzepnie mnie w łepetynę, bym dokonała właściwego wyboru. Adidasy zdały egzamin, nogi nie skręciłam, skansem zliczyliśmy bez uszczerbku kończyn, ale czasem było "o włos".
I teraz trochę o Wałachach. Może najpierw podział ludności na terenie
przygranicznym. Tak wygląda na mapie.
Ci Wałasi cieszyńscy mnie zmylili.
Dotychczas myślałam, że Wałasi, zamieszkujący Beskidy i Wałasi cieszyńscy to
jedno i to samo. Otóż nie.
„Środkową część Śląska Cieszyńskiego w
okolicach Cieszyna i Skoczowa oraz północno zachodnie pochyłości Beskidu
Śląskiego to pagórkowate tereny, które zamieszkiwali Wałasi. Ich nazwa wywodzi
się prawdopodobnie od przezwiska nadanego przez sąsiadów i nie łączy się
bezpośrednio z Wałachami rumuńskimi.
Wałasi cieszyńscy trudnili się rolnictwem
i hodowlą bydła. Uprawiali wszystkie gatunki zbóż, ziemniaki, len, konopie.
Strój wałaski zwany cieszyńskim nosi
wyraźne cechy ubioru miejskiego. Strój męski wyszedł z powszechnego użycia już
pod koniec XIX wieku”. Strój żeński nadal nosi się przy każdej uroczystości. Na
starym blogu miałam post, dotyczący stroju cieszyńskiego- szlag trafił blog
razem z postem.
Istotne jest to, że Wałasi
cieszyńscy nie łączyli się bezpośrednio z Wałachami (Wołochami) pochodzenia bałkańskiego/rumuńskiego.
Bo właśnie tych drugich dotyczy osadnictwo w Karpatach, kultura wałaska
(wołoska), szałaśnicza, orazskansen,
który zwiedziliśmy.
Pewnie dlatego należałoby również używać
głównie nazwyWołosi, omawiającosadnictwo w Karpatach, a ludność cieszyńską
nazywać dalej Wałachami. Jednak w opracowaniach te terminy używa się często
zamiennie (choć nie powinno), co sprawiło, że uznałam, iżlud cieszyński i górale beskidzcy to ta sama
nacja- Wałasi.
Skąd się wzięli Wołosi w Karpatch będzie w
następnym poście, o skansenie również.
Po zwiedzeniu tego niezwykle klimatycznego
miejsca, wracaliśmy do domu uroczą
trasą. Ja zawsze, Jaskół musiał mnie posmykać górskimi drogami. Jazda w górę,
to jeszcze mały Pikuś, ale w dół….
Gdzieś w połowie drogi, zatrzymaliśmy się
na obiad w Starych Hamrach. I teraz trochę o jedzeniu w knajpach czeskich, a
mamy już sporo doświadczenia w tym temacie. Po pierwsze, mały wybór dań w
jadłospisie. Zazwyczaj dwa dania z kurczaka, dwa z wieprzowiny, - głównie pieczeń lub w panierce, rzadziej grillowane, jakieś dwie
ryby. Zupy (dwie lub trzy)-
króluje polewka czosnkowa, potem rosół. Z ziemniaków frytki, podsmażane
ziemniaki w ćwiartkach lub ziemniaki puree z cebulą i skwarkami. Bardzo mały wybór sałatek. Wczoraj „do
kotleta” (a jakże, bo co tu wybrać, jak wybór żaden, a syra nie chcieliśmy)
dostaliśmy dwa plasterki pomidora i dwa plasterki ogórka, i nie było żadnej
sałatki neutralnej typu buraczki, mizeria czy sałatka z kapusty, czy chociaż
bukiet warzyw. Nic, zero, nul i podobnie w innych knajpach było. No może jeszcze
Cezar i grecka, jako osobne dania, a nie dodatek do np. mięsa. Króluje smażeny
syr (sporo dań z smażonym serem) i syrowe polewki (sosy) oraz knedliki. A w
napojach króluje kofola brrrrrrrrr….Ale nie jesteśmy smakoszami, wchodzimy do
knajpek, by coś zjeść, a nie „degustować”. Piszę dla orientacji. A dania
regionalne to właśnie knedliki, gulasz, czosnkowa polewka czy smażony ser,
czyli poznaliśmy, wiemy, ja nie polecam (no, ale spróbować, jak się jest na
Morawach, wypada). Jedyne, co regionalne, godne polecenia to piwo Radegast i
wina morawskie.
Dobra, zjedliśmy i jazda do domu
uroczymi serpentynami.
Zapraszam.
Oczywiście, jak to w takich momentach bywa,
kiedy ci zależy, by zrobić coś fajnego, to złośliwy sprzęt wysiada. No i
wysiadła bateria w aparacie, a zanim ją wymieniłam, śliczne zakręty się
skończyły.
Przeżyłam tylko dlatego, że kręciłam
filmy. Ale to nie jest tak, że Jaskół ma sadystyczne ciągoty i specjalnie
wlecze mnie po serpentynach. Za każdym razem pyta uprzejmie, czy możemy
pojechać górskimi drogami i za każdym razem dostaje moją zgodę, i za każdym
razem cichutko myślę sobie: „nigdy więcej”. Jaskół pokonuje te trasy na motocyklu, a wiadomo, jazda na motocyklu jest the best, zwłaszcza po takich serpentynach. Ale motocykl to nie samochód i mnie w samochodzie zaliczanie ostrych zakrętów niezbyt rajcuje. Jednak da się przeżyć, a te górskie trasy są naprawdę piękne.
A poza tym, być pod Radhoštěm i nie wypić Radegasta? To je nemožné. Piwo zostało kupione, a przy
okazji trafiliśmy na absynt. Taki uczciwy-70% „dopalania“.