Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

14 lipca 2023

"Dumny chód lwicy".

 

„Majowie”, słowo oznaczające po arabsku dumny chód lwicy. 
Jest to jak najbardziej odpowiednia nazwa dla tego żeńskiego libańskiego
 zespołu tanecznego. Ich historia zaczęła się w 2019 roku, kiedy Nadim 
Cherfan, instruktor tańca i choreograf, wybrał grupę 50 dziewcząt ze 
swoich 200 uczennic tańca

Celem utworzenia zespołu, było wystąpienie w Arabs Got Talent!

Tancerki zajęły pierwsze miejsce i zostały zwyciężczyniami Arabs Got 
Talent 2019.

 
Dziewczyny i Nadim mają nadzieję zainspirować tańcem zarówno Arabów,
 jak i Arabki, a także znormalizować taniec jako ścieżkę kariery dla 
ludzi na Bliskim Wschodzie. Nadim zauważa, że ​​Liban „Nie jest miejscem, 
w którym można zrobić karierę w tańcu – jest to nie tylko trudne dla 
mężczyzn, ale jest naprawdę trudne także  dla kobiet”. 
Propagując taniec, tworzą przestrzeń, w której kobiety mogą realizować 
swoje marzenia. Występując,  zachęcają kobiety do tego! 
W jednym z wywiadów cytuje się ich słowa: „Bez względu na to, gdzie 
jesteś i jaką walkę przechodzisz, jeśli kochasz to, co robisz i pasjonujesz
 się tym, możesz dotrzeć wszędzie- nawet na największą scenę świata”. 
Mówią: „Nigdy nie pozwól, aby ktokolwiek próbował cię przekonać, że 
jest inaczej, ani próbować cię ograniczać."
 

Tancerki mają nadzieję, że ich występ zainspiruje kobiety 
w Libanie oraz na całym świecie do spełniania swoich marzeń. 
Biorąc pod uwagę rzeczywistość, jaka panuje w  Libanie, ten entuzjazm 
jest powiewem świeżego powietrza i pozytywnego nastawienia. 
Wielu Libańczyków negatywnie patrzy w przyszłość, biorąc pod uwagę 
obecne okoliczności. W wywiadzie dla PEOPLE "Majowie" stwierdziły: 
„Żyjemy w Libanie w codziennej walce między inflacją, kryzysem 
gospodarczym, zamieszkami i wieloma innymi rzeczami”. 
Dlatego i starają się pokazać miejsce inspiracji dla wszystkich, 
którzy pragną podążać za swoimi marzeniami.A tym miejscem jest taniec.
 


https://www.arabamerica.com/mayyas-official-a-symbol-of-arab-and-womens-empowerment/

 

12 lipca 2023

Wielka migracja- Wołosi ( Skansen Wsi Wołoskiej cz. 1)

 

Kiedy piszę tutaj o Wołochach na Morawach, to zdałoby się, co to kogo obchodzi- gdzie Morawy, a gdzie Polska. No, ale tym razem jest tak, że to, co napiszę o Wołoszczyźnie na Morawach, jak najbardziej dotyczy również polskich Karpat. W równej mierze dotyczy to Łemków, Bojków, jak i mieszkańców z Ochotnicy oraz górali żywieckich, istebniańskich, wiślańskich, a nawet ludności z miejscowości pod Lublinem (bo i tam dotarli Wołosi), co Wołochów z Moraw. Tak to są potomkowie Wołochów.

Całe polskie Karpaty zasiedlali Wołosi i asymilowali się z ludnością tubylczą.

Tereny Moraw zasiedlone, przez potomków Wołochów, zostały najpóźniej w stosunku do migracji Wołochów w obrębie całego łuku Karpat. I ta migracja wołoska na teren Moraw nie dotyczy ludności wołoskiej, tej wędrującej z południa Europy i pierwotnie zasiedlającej Karpaty w wiekach wcześniejszych, a głównie Polaków, Słowaków i Rusinów. O Wołoszczyźnie na Morawach mówi się nie tyle w kontekście ludu wołoskiego, a raczej w kontekście kultury, prawa itp. wołoskich, jakie przynieśli ze sobą osadnicy, którzy przejęli to wszystko od Wołochów- imigrantów z południa Europy. Co ciekawe, w poprzednim poście pisałam, na podstawie polskich źródeł, że Wałasi cieszyńscy nie mają nic wspólnego z Wołochami przybyłymi z południa Europy, a źródła czeskie podają, że jak najbardziej to są właśnie ci Wołosi, którzy osiedlali się w wiekach XIII- XVI na terenach całych Karpat. I ja wierzę Czechom, bo niby dlaczego taki mały obszar, ograniczający się do Cieszyna i okolic, miałaby zaludnić jakaś odrębna grupa etniczna, w dodatku miałaby zostać nazwana prawie tak samo, jak lud z ogromnej migracji, który osiedlił się w niedalekim Ustroniu, Brennej, Wiśle, Istebnej, Jabłonkowie itp i dalej  w górach na wschód? W dodatku Czesi łączą region cieszyński z Wołoszczyzną na Morawach, bo przecież te wszystkie morawskie, wołoskie miejscowości leżą niedaleko Cieszyna. Miałaby być jakaś etniczna wyrwa? Jedyne co odróżnia cieszyńskich Wałachów od np. wiślańskich czy morawskich Wołochów, to strój. Jednak i tu jest proste wytłumaczenie tej różnicy. Strój cieszyński to typowy strój mieszczański, a nie chłopski- góralski. Poza tym, stroje ludowe często różnią się nawet w obrębie jednego regionu- strój góralski z Istebnej, a strój żywiecki, jakaż różnica ogromna, a odległość przez góry mała. Moja babcia mieszkała 5 km od Cieszyna, na zachód, czyli dalej od gór, a jak weszłam do takiej chaty w skansenie, to jakbym widziała sprzęty z kuchni mojej babci. No i język– gwara, jaką mówiła babcia, słownictwo. Zwłaszcza dotyczące upraw, czy hodowli, oraz stroju, jest bardzo zbliżona do gwary góralskiej (nawet tej czeskiej). I ta gwara mnie przekonuje.

Przy czym na Morawy przybyła ludność już zasymilowana ze słowackich oraz polskich gór. I jeszcze jedno, we wszystkich polskich źródłach, migracja wołoska kończy się na Beskidzie Śląskim. Owszem jest wzmianka, że dotarli oni na Morawy i na tym koniec. Dlatego musiałam sobie poszukać i przetłumaczyć treści, dotyczące osadnictwa wołoskiego na Morawach, ze stron czeskich. Wszystkie treści i polskie, i czeskie upewniły mnie w tym, że chodzi o tę samą nację ze wszystkimi jej charakterystycznymi cechami w różnych aspektach.

Kim zatem byli Wołosi?

„Wołosi to określenie szeregu archaicznych grup etnicznych, które funkcjonowały w ramach klanowej struktury plemiennej i nigdy nie wykształciły własnej tożsamości narodowej. Wołosi byli wędrownym ludem pasterskim, który na skutek ciągłego przemieszczania się uległ rozproszeniu, który na skutek wędrownego sposobu życia uległ rozproszeniu. W trakcie wędrówek Wołosi stopniowo wtapiali się w napotkane na swej drodze lokalne społeczeństwa, zatracając stopniowo cechy wspólnoty plemiennej oraz przejmując nowe wzorce. Mimo tych przemian Wołosi, jako wspólnota pierwotnie pasterska, odznaczała się pewną hermetycznością oraz przywiązaniem do własnej tradycji. Dzięki temu relikty owej pierwotnej wspólnoty są do dziś widoczne wśród licznych współczesnych grup zamieszkujących Karpaty. W Karpatach północnych Wołosi wnieśli istotny wkład w formowanie wspólnoty kulturowej grup góralskich (ruskich, polskich i słowackich) przekazując im górski system gospodarki pasterskiej, słownictwo i wzory kulturowe; w Karpatach południowych etnos ten dał zaś początek narodowi rumuńskiemu. Napływający w Karpaty północne etnos wołosko-ruski wyróżniał, w stosunku do zamieszkujących je grup, obrządek wschodni. Wołosi od X wieku byli bowiem chrześcijanami obrządku prawosławnego, co uwarunkowane było wielowiekowymi historyczno-kulturowymi związkami z Bizancjum”

 Skąd pochodzą Wołosi.

Są dwie hipotezy na temat pochodzenia Wołochów:

1.    Dako- rumuńska: są to zromanizowane grupy Daków, które schroniły się w Karpatach przed najazdem Alamanów i Gotów (III w .n.e.). Wersja mnie popularna i raczej nieprawdziwa.

2.    Południowo-bałkańska- Wołosi pochodzą ze zromanizowanej ludności trackiej, iliryjskiej i dackiej, zamieszkującej południową część Bałkanów. Rzym podczas okupacji tych terenów, doprowadził do romanizacji tych ludów, co skutkowało wytworzeniem się  języka (dialektu) wołoskiego.

„Wiele wskazuje na to, że wołoscy przodkowie Rumunów zaczęli napływać dopiero w IX w. lub niewiele wcześniej na teren wolnych od osadnictwa słowiańskiego Karpat Południowych.” A potem posuwali się dalej dolinami i zboczami Karpat i po trzech wiekach dotarli także na tereny Rusi Halickiej i naszego Podkarpacia, którego ziemie zwano wtedy Rusią Czerwoną. Później przeszli Karpatami aż po Śląsk Cieszyński, a swoją wędrówkę zakończyli na czeskich Morawach. Migracja Wołochów Karpatami z południa na północny zachód była konsekwencją raz rozpoczętej pasterskiej wędrówki górskiej, bo (jak pisze Parczewski) „dla ukształtowanego w górach Bałkanów etnosu pasterskiego rozległe pustkowia karpackie były (…) naturalnym »pasem transmisyjnym« ekspansji osadniczej i kulturowej (…)”. Ta ekspansja była jednak tyleż naturalna, co i wymuszona. Ten przymus zrodził się w wyniku upadku Konstantynopola w 1453 roku i zajęciu przez Turków Półwyspu Bałkańskiego. „Z zajętych przez Turków krajów bałkańskich – pisze Romualda Grządziela – uchodzili nie tylko artyści, ale również ludność wołoska, szukając miejsc, gdzie mogłaby żyć i uprawiać praktyki religijne w swojej wierze. Znajdowała je m.in. w Polsce. W latach 1340–1369 król Kazimierz Wielki przyłącza do Korony Polskiej ziemie Rusi Halickiej, co spowodowało, że w jednym organizmie państwowym znalazła się ludność wyznania rzymskokatolickiego i prawosławnego”.

Kolebka Wołochów- Góry Tsamanta na pograniczu Grecji, Macedonii i Albanii

Wołosi zasiedlali całe Karpaty, nierzadko zachęcali ich do tego książęta, właściciele majątków, którzy byli właścicielami lasów i terenów górskich, wprowadzali swoją gospodarkę pasterską i uczyli miejscowych szałaśnictwa. Powoli taka gospodarka wypierała gospodarkę polną, która w górach i tak nie miała większych szans ze względu na klimat. 

Mapa migracji Wołochów od XIII do XVI wieku- zasiedlanie łuku Karpat

 


Niemal wszystkie najstarsze źródła wyróżniają Wołochów na podstawie dwóch cech: używania języka rzymskiego czyli ludowej łaciny oraz pasterskiego trybu życia. Istnienie tych dwóch elementów należałoby uznać za podstawowy wyznacznik przynależności do grupy.

I tyle chyba wystarczy o migracji Wołochów.

 

Współcześni Wołosi bałkańscy.

 Szałas pasterski w Beskidach na starej pocztówce.


Szałas pasterski na Czole Turbacza pocztówka z lat 50. XX wieku

file:///C:/Users/ABC/Downloads/paszje,+%7B$userGroup%7D,+Balcanica_Czama%C5%84ska.pdf

http://skansen-studzionki.pl/wolosi-w-ochotnicy/

https://moravske--karpaty-cz.translate.goog/kulturni-a-socialni-pomery/historie/valasska-kolonizace/?_x_tr_sch=http&_x_tr_sl=cs&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=sc

11 lipca 2023

Oooooo, ja cierpię dolę...mały przerywnik w relacji z wyprawy do skansenu, czyli o krytykanctwie



Bardzo trafny oraz rzeczowy post, pod którym mogłabym się, z całą odpowiedzialnością za słowo, również podpisać, choć nie zawsze zgadzam się z autorką, co do przyczyn opisanego zjawiska.

Wklejam (bo to moja cecha główna: kopiuj-wklej) treść ot tak, by  przypomnieć, albo wręcz pokazać, z czym się wiąże krytykanctwo- nie rzeczowa krytyka, a właśnie krytykanctwo. Sam tytuł też wiele mówi.

„KRYTYKANCTWO – OCZYSZCZANIE WEWNĘTRZNE

Autor słynnych „Rozmów z Bogiem” napisał: „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o Tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”. Któż chciałby być zależny od zakompleksionych ludzi z niskim poczuciem własnej wartości?

Każdy z nas spotyka się czasem z krytyką. Co powoduje, że niektórzy są tak skorzy do krytyki? Skłonność do ciągłej krytyki wynosimy z domu, to świadczy o naszym wychowaniu (nie mylić z wykształceniem): ktoś, w czyjej obecności stale krytykowano innych ludzi i kto sam był krytykowany, uczy się krytykowania. Taka osoba posiada niskie poczucie własnej wartości. To nie jest tak, że nikt nie może nam powiedzieć złego słowa. Każdy ma prawo oceniać i to, jak to robi świadczy wyłącznie o nim. Uwierzcie mi, „konstruktywna krytyka” potrafi dać naprawdę ogrom korzyści. Trzeba jednak odróżnić konstruktywną krytykę od destrukcyjnej.

Jeśli ktoś nie wysila się, by w swój krytycyzm włożyć choć odrobinę kultury to świadczy o nim bardziej niż o nas. Dlatego nie przejmuję się tak zwanym hejtem, tym bardziej jeśli pochodzi od ludzi, którzy totalnie nie mają dla mnie znaczenia i zajmują się typowym „krytykanctwem”. Przykra i złośliwa krytyka o wiele więcej mówi o osobie, która krytykuje, a nie o tym, kto jest krytykowany. Jeśli zatem Drodzy Czytelnicy będziemy o tym pamiętali to będziemy wiedzieli, że to nie z nami jest „coś nie tak”.

Jest tak i wszyscy o tym dobrze wiemy, że są na świecie ludzie, którzy wszystko krytykują, ale są też tacy, którzy pomagają, oczywiście w miarę swoich możliwości. Gorzej jest, gdy ktoś próbuje być dobry w jakiejś dyscyplinie, ale mu nie idzie. Wtedy zazwyczaj na każdym kroku musi udowadniać innym, ale chyba przede wszystkim sobie, że jest ekspertem i że jest lepszy od innych. W ramach takiego udowadniania, osobnicy niespełnieni odczuwają uporczywą konieczność krytykowania innych. Właściwie nawet nie tyle krytykowania, co ganienia, łajania, podkopywania czyjegoś autorytetu. Krytykowanie miałoby w sobie jeszcze ziarno pozytywnego przesłania, mogłoby nieść sensowną radę czy rozwiązanie jakiegoś problemu. Jednak w takich przypadkach mamy wtedy raczej do czynienia z „krytykanctwem”, niż z krytyką.

Osoby takie są nieszczęśliwe: osądzanie innych to forma terapii – oczyszczania wewnętrznego. To świetny, choć brudny sposób, na odwrócenie uwagi od tego, co dzieje się w nich samych. Zamiast wziąć się w garść i zacząć pracować nad sobą, wybierają łatwiejszą drogę, przerzucają własne wady na barki innych i w krótkiej chwili zaczynają czuć się lepiej. Stają się idealni, nieomylni i naprawdę w to wierzą, a ich ego obija się głową o sufit. Znikają ich błędy, nie widzą swoich wad, za to druga osoba postrzegana jest przez nich jako szczególnie zepsuta. Na zasadzie kontrastu poprawiają własne samopoczucie i wpadają w nałóg bezlitosnego krytykowania. Dokąd to prowadzi? Krytykowanie innych więcej nam mówi o osobie krytykującej niż o obiekcie krytyki. Mówi się, że skłonność do krytyki to forma ukazania autobiografii. „Gdy osądzasz innych – nie pokazujesz jakimi oni są -pokazujesz, jaki ty jesteś” .

Na swojej drodze życia napotkałam na „bandę łobuzów”, zaczęłam się wtedy zastanawiać skąd biorą się tacy ludzie? To stało się źródłem moich głębszych rozważań na temat ludzkiej natury. Długo się nad tym zastanawiałam i mój wniosek jest taki, że Ci, którzy rzeczywiście mają wiedzę, będą zbyt zajęci, aby tracić czas na krytykanctwo. Krytykanctwem zajmują się zakompleksieni i stale próbujący sobie coś udowadniać ludzie. Skłonność do krytyki niestety zazwyczaj pozostaje na całe życie. Rywalem natomiast takiej osoby jest każdy, kto ma większy potencjał, możliwości, wiedzę  itp. Warto o tym pamiętać.(...)"


Ja jeszcze dodam, że nie tylko osoby zakompleksione uprawiają krytykanctwo. To mogą być także osoby szczególnie złośliwe, wypełniający jakaś sobie tylko znaną zemstę ,.ub zwykli awanturnicy, bo nie mogą bez zadymy, gdziekolwiek się pojawią, żyć.

http://martakorona.pl/blog/2017/08/27/krytykanctwo-oczyszczanie-wewnetrzne/

 

 „Krytykanctwo- cecha kogoś, kto ma skłonność do zbyt częstego i niesłusznego krytykowania kogoś lub czegoś”

https://wsjp.pl/haslo/podglad/68310/krytykanctwo/5179048/cecha

„Najczęściej spotykane definicje słowa krytykanctwo to: niesłuszne i nierzeczowe krytykowanie czegoś, krytyczność, dążność moralizatorska, kaznodziejstwo, krytykowanie, z którego niewiele wynika, trywialność, upierdliwość, treści moralizatorskie, rezonowanie, krytyka, moralizowanie, rezonerstwo, moralizatorstwo, przesadne doszukiwanie się w czymś ujemnych stron, skłonność do nierzeczowego krytykowania, wydawania bezcelowych negatywnych sądów, malkontenctwo, mentorstwo, malkontenctwo, rezonerstwo, pouczanie, dogadywanie, niesprawiedliwe, nierzeczowe krytykowanie, gderliwość, ponuractwo, mentorstwo, krytycyzm, zrzędliwość, dydaktyzm, przygadywanie, moralistyka, niezadowolenie, małoduszność.”

https://krzyzowka.net/wyja%C5%9Bnienie-definicji-krytykanctwo

Więcej też o krytykanctwie, z psychologicznego punktu widzenia, tu:

https://julianstrzalkowski.wordpress.com/2016/11/05/krytykanctwo-a-po-co-to-komu-pracuj-ze-swoim-cieniem-personalnym-i-pozbadz-sie-tego-przykrego-nawyku/

 


 PS Nie mam pojęcia, dlaczego tekst na początku posta jest drukowanymi literami- próbowałam zmienić i nie da się.

09 lipca 2023

Adidasy, skansen i serpentyny z morawskim jedzonkiem w tle.

To było wczoraj. Jedziemy? Jedziemy. Gdzie? Skansem Wsi Wałaskiej w Rožnovie pod Radhoštěm. Miejsce zaplanowane miesiąc temu, wyjazd tak od strzału, bo jeszcze wahanie, czy upał nie będzie zbyt duży, ale w perspektywie są jeszcze wyższe temperatury, to decydować się należy szybko- jedziemy. Ano upał był, ale dało się wytrzymać. Wyjechaliśmy dosyć wcześnie, po drodze wymiana złotówek na korony. Po stronie czeskiej mieliśmy, podczas jazdy, takie widoki.

Łysa Hora


I stado górskich krów. Ile razy mijamy w trasie jakieś krowy, tyle razy przypomina mi się stwierdzenie jednej z nauczycielek, że jeszcze trochę czasu minie i uczniowie będą oglądali krowy tylko w ZOO.

 Bilety  kupiliśmy przez Internet.  I znów mieliśmy wybór miejsc do zwiedzania. W Rożnowie jest kompleks „skansenów”. Do każdego osobny bilet. Mogliśmy wybrać: Skansen Wsi Wałaskiej, Drewniane Miasteczko (też wałaskie), gdzie na bieżąco odbywają się występy zespołów ludowych (fakt, cały czas dochodziła stamtąd muzyka oraz śpiewy), oraz ścieżkę przyrodniczą z młynem. Wybraliśmy Skansen Wsi Wałaskiej- takie rzeczy bardzo mnie interesują. Odkąd pamiętam, historia, kultura materialna, kultura życia danej społeczności, antropologia, ogólnie etnografia, zawsze mnie interesowały (i nie dziwota, że „poszłam" i w tym kierunku” z wykształceniem).

Dodatkowym bodźcem do poznania kultury Wałachów, było to, że Cieszyniacy również wywodzą się z tego ludu. Taką wiedzę ogólną miałam do wczoraj,  tu ZONK- i tak, i nie, ale o tym trochę później.

To nie tak, że nic nie wiedziałam o Wałachach, bo jednak jakąś wiedzę, dotycząca górali beskidzkich oraz Cieszyniaków miałam. Wiedziałam, że te ludy przyszły z południa, że wprowadziły kulturę szałaśniczą, jak wyglądały i nadal wyglądają ich stroje, jakie mają zwyczaje, co pozostało z dawnych lat itp., ale to poznałam ogólnie. Wczorajsza wyprawa „otworzyła” mi oczy na całość osadnictwa wałaskiego (wołoskiego). I jak zawsze, bo Jaskółka to taki zwierz, co musi poznać już, natychmiast „od podszewki” wszystko dogłębnie, dokładnie- weszłam w Internet. A tam całe opracowania, wiele opracowań i kurcze, maleńko na temat Wołochów morawskich, ale i tak  przepadłam na amen…

No, więc…. No, więc pojechaliśmy obejrzeć skansem. Od nas do Rożnowa jest około 80 kilometrów

Na miejscu wielki parking, a na nim multum samochodów głównie z czeską rejestracja. O ile w Koprzywnicy było sporo Polaków, to w Rożnowie nie spotkaliśmy ani jednego, a samochody z polską rejestracją może było z pięć. Widać Rożnów jest za daleko na krótkie wypady, a góry czeskie chyba nie mają wzięcia u polskich turystów. Może inaczej- pewnie Polacy są na szlakach górskich, tych mocno reklamowanych- Łysa Góra, Radhošt (1029 m n.p.m.- Kaplica Cyrylego i Metodego) oraz Radegast (1106 m n.p.m.- figura boga Radegasta), przełęcz Pustevny (platformy widokowe)- tam można kolejką, są parkingi, kaplica, figura Radegasta, jakieś platformy widokowe, łatwe wejścia… w sam raz dla turystów mało wymagających. Pewnie też o to zahaczymy, ale w pierwszej kolejności przed nami te ciągle odkładane Hulkvady.

Przed wyjazdem pytam Jaskóła, jakie buty wziąć, bo w adidasach gorąco, chociaż ja na takie wyprawy głównie adidasy zabieram. Słyszę, że teren płaski… zakładam adidasy, mimo wszystko, ale sandały wkładam do samochodu. I to był dobry wybór. Z parkingu dochodzimy do kas biletowych, przechodzimy bramki i…

 

teraz ciągle pod górę i to dosyć stromym podejściem do chaty z wystawą, dotyczącą życia codziennego Wołochów. A potem jeszcze tak

i np. tak
 a potem w dół też po stromiznach, i w górę po korzeniach, i w dół po piachu... W dodatku do chat wchodzi się po wysokich kamiennych schodkach lub wprost po wielkich kamieniach. Surwiwal dla nóg jak nic. Zatem, kde je rovinatá země ???????? No tak, to drewniane miasteczko, czyli ten drugi skansen, jest na terenie płaskim, a nasz skansen to łażenie po kamienistych dróżkach, po stromych zboczach, na których usytuowane są chaty wałaskie. Ot takie maleńkie niedopatrzenie, ale mój anioł stróż czuwa w takich przypadkach i delikatnie trzepnie mnie w łepetynę, bym dokonała właściwego wyboru. Adidasy zdały egzamin, nogi nie skręciłam, skansem zliczyliśmy bez uszczerbku kończyn, ale czasem było "o włos".

I teraz trochę o Wałachach. Może najpierw podział ludności na terenie przygranicznym. Tak wygląda na mapie.

  Ci Wałasi cieszyńscy mnie zmylili. Dotychczas myślałam, że Wałasi, zamieszkujący Beskidy i Wałasi cieszyńscy to jedno i to samo. Otóż nie.

„Środkową część Śląska Cieszyńskiego w okolicach Cieszyna i Skoczowa oraz północno zachodnie pochyłości Beskidu Śląskiego to pagórkowate tereny, które zamieszkiwali Wałasi. Ich nazwa wywodzi się prawdopodobnie od przezwiska nadanego przez sąsiadów i nie łączy się bezpośrednio z Wałachami rumuńskimi.

Wałasi cieszyńscy trudnili się rolnictwem i hodowlą bydła. Uprawiali wszystkie gatunki zbóż, ziemniaki, len, konopie.

Strój wałaski zwany cieszyńskim nosi wyraźne cechy ubioru miejskiego. Strój męski wyszedł z powszechnego użycia już pod koniec XIX wieku”. Strój żeński nadal nosi się przy każdej uroczystości. Na starym blogu miałam post, dotyczący stroju cieszyńskiego- szlag trafił blog razem z postem.

Istotne jest to, że Wałasi cieszyńscy nie łączyli się bezpośrednio z Wałachami (Wołochami) pochodzenia bałkańskiego/rumuńskiego. Bo właśnie tych drugich dotyczy osadnictwo w Karpatach, kultura wałaska (wołoska), szałaśnicza, oraz  skansen, który zwiedziliśmy.

Pewnie dlatego należałoby również używać głównie nazwy  Wołosi, omawiając  osadnictwo w Karpatach, a ludność cieszyńską nazywać dalej Wałachami. Jednak w opracowaniach te terminy używa się często zamiennie (choć nie powinno), co sprawiło, że uznałam, iż  lud cieszyński i górale beskidzcy to ta sama nacja- Wałasi.

Skąd się wzięli Wołosi w Karpatch będzie w następnym poście, o skansenie również.

Po zwiedzeniu tego niezwykle klimatycznego miejsca, wracaliśmy do domu  uroczą trasą. Ja zawsze, Jaskół musiał mnie posmykać górskimi drogami. Jazda w górę, to jeszcze mały Pikuś, ale w dół….

Gdzieś w połowie drogi, zatrzymaliśmy się na obiad w Starych Hamrach. I teraz trochę o jedzeniu w knajpach czeskich, a mamy już sporo doświadczenia w tym temacie. Po pierwsze, mały wybór dań w jadłospisie. Zazwyczaj dwa dania z kurczaka, dwa z wieprzowiny, - głównie pieczeń lub w panierce, rzadziej grillowane, jakieś dwie ryby. Zupy (dwie lub trzy)- króluje polewka czosnkowa, potem rosół. Z ziemniaków frytki, podsmażane ziemniaki w ćwiartkach lub ziemniaki puree z cebulą i skwarkami.  Bardzo mały wybór sałatek. Wczoraj „do kotleta” (a jakże, bo co tu wybrać, jak wybór żaden, a syra nie chcieliśmy) dostaliśmy dwa plasterki pomidora i dwa plasterki ogórka, i nie było żadnej sałatki neutralnej typu buraczki, mizeria czy sałatka z kapusty, czy chociaż bukiet warzyw. Nic, zero, nul i podobnie w innych knajpach było. No może jeszcze Cezar i grecka, jako osobne dania, a nie dodatek do np. mięsa. Króluje smażeny syr (sporo dań z smażonym serem) i syrowe polewki (sosy) oraz knedliki. A w napojach króluje kofola brrrrrrrrr….Ale nie jesteśmy smakoszami, wchodzimy do knajpek, by coś zjeść, a nie „degustować”. Piszę dla orientacji. A dania regionalne to właśnie knedliki, gulasz, czosnkowa polewka czy smażony ser, czyli poznaliśmy, wiemy, ja nie polecam (no, ale spróbować, jak się jest na Morawach, wypada). Jedyne, co regionalne, godne polecenia to piwo Radegast i wina morawskie.

Dobra, zjedliśmy i jazda do domu uroczymi serpentynami.

Zapraszam.


Oczywiście, jak to w takich momentach bywa, kiedy ci zależy, by zrobić coś fajnego, to złośliwy sprzęt wysiada. No i wysiadła bateria w aparacie, a zanim ją wymieniłam, śliczne zakręty się skończyły.

Przeżyłam tylko dlatego, że kręciłam filmy. Ale to nie jest tak, że Jaskół ma sadystyczne ciągoty i specjalnie wlecze mnie po serpentynach. Za każdym razem pyta uprzejmie, czy możemy pojechać górskimi drogami i za każdym razem dostaje moją zgodę, i za każdym razem cichutko myślę sobie: „nigdy więcej”. Jaskół pokonuje te trasy na motocyklu, a wiadomo, jazda na motocyklu jest the best, zwłaszcza po takich serpentynach. Ale motocykl to nie samochód i mnie w samochodzie zaliczanie ostrych zakrętów niezbyt rajcuje. Jednak da się przeżyć, a te górskie trasy są naprawdę piękne.

A poza tym, być pod  Radhoštěm i nie wypić Radegasta? To je nemožné. Piwo zostało kupione, a przy okazji trafiliśmy na absynt. Taki uczciwy-70% „dopalania“.

c.d.n.

 

http://www.dialektologia.uw.edu.pl/index.php?l1=opis-dialektow&l2=dialekt-slaski&l3=slask-poludniowy&l4=slask-poludniowy-kultura-mwr