„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

05 listopada 2023

Woda droższa niż wino (Hukvaldy cz.8)

Nie będzie po kolei. Teraz powinnam pokazać główny zamek, najstarszą część grodu. Najpierw napiszę jednak o czymś, co decydowało o życiu zamkowej społeczności. 

Wielką słabością grodu hukvaldzkiego był brak wody. Mówiono, że na zamku woda jest droższa niż wino.

Niedaleko zamku, poniżej na stoku znajdowała się Biała studnia. Z niej czerpano i dowożono do grodu wodę, którą składowano w cysternach.

W cysternach zbierano również deszczówkę, lecącą z dachów.

Wszystko to było niezwykle uciążliwe, dlatego postanowiono  wykopać studnię na terenie grodu. Pierwsza studnia została wykopana w narożniku głównego dziedzińca zamku.

 Studnia na dziedzińcu zamkowym był pierwszą studnią, która w ogóle wykopano w grodzie. Problem z zaopatrzeniem w wodę rozwiązano na krótki czas, bowiem z czasem stało się ono tak duże, że ta studnia była niewystarczająca.

Postanowiono wykopać drugą studnię. Wybrano dla niej miejsce na ostatnim dziedzińcu. Początkowo dziedziniec ze studnią obwarowany był tylko drewnianą palisadą, ale później obudowano go grubym murem kamiennym. W rogach dziedzińca wymurowano także kamienne, obronne bastiony. teraz nie ma bastionów, a studnia nakryta jest drewnianym daszkiem.



Kopanie rozpoczęto w 1580 roku, a prace trwały cały rok. Wykonali je włoscy murarze. Całe przedsięwzięcie kosztowało 300 guldenów, czyli cały roczny dochód zamku.

Studnia pierwotnie miała 176 metrów głębokości. Prawdopodobnie woda w niej była jeszcze w czasach oblężenia szwedzkiego, ponieważ przez 9 miesięcy załoga zamek utrzymała. Zdarzało się, że woda w studni była zanieczyszczona. Nad studnią stała chata, w której umieszczono urządzenie do czerpania wody.

Współczesna rekonstrukcja na zamku w Pradze.

 

Przy tak głębokich studniach wodę pompowano za pomocą koła pedałowego, napędzanego przez więźniów. Urządzenie składało się z szybu, w którym były dwa bębny. Większy miał średnicę około 4 metrów, mniejszy, umieszczony w środku studni miał średnicę 1 metra. Na mniejszy nawinięto linę konopną. Na końcu tej liny zawieszono pojemniki o pojemności 50- 100 litrów. Lina była tak zawinięta, że kiedy jedno pęto znajdowało się na dole studni, drugie było na wierzchu. Gdy jedno pęto opadało, drugie unosiło się. Obciążenie wodą nakierowane było na urządzenie, a nie na liny i pojemniki. Za pomocą pedałowania lina przesuwała się po kołach, ciągnęła pojemnik z wodą, a całą pracą ludzką (oprócz pedałowania, ale to robili więźniowie) było odbieranie pojemnika z wodą przy cembrowinie studni. Metodę taką stosuje się w głębokich kopalniach, gdzie pusty kontener pomaga wyciągnąć kontener zapełniony.

Tu jest link do strony, na której jest film, pokazujący działanie mechanizmu studziennego. Takie koło zrekonstruowano na zamku w Boskovicach.

 https://blanensky.denik.cz/zpravy_region/jako-na-karlstejne-hrad-v-boskovicich-laka-na-unikatni-slapaci-kolo-20220401.html

 

 W studni w Hukvaldach cały mechanizm wykonany był z drewna, a przed wpływem atmosferycznym chroniła go drewniana chata, postawiona nad studnią. Całe to ustrojstwo trwało sobie, w dobrym stanie, przez wiele lat, dostarczając wodę do zamkowych budynków. Dopiero pożar, który strawił zamek, zniszczył również chatę nad studnią i to urządzenie- nigdy nie zostało ono odrestaurowane.

Obecnie studnia ma głębokość tylko 46 metrów i średnice 2 metrów. Obłożona jest kamieniem.

Z tą studnią łączy się legenda. Podobno na poziomie rzeki Ondřejnicy
była ona połączona tajnym przekopem z rzeką (z niej to miała wpływać 
woda do studni). Przekop był ponoć doskonale zamaskowany i mało kto 
o nim wiedział. Tym przejściem wyprowadził bandyta Ondráš  (Ondraszek)
 swego ojca, uprzednio uratowanego z więzienia. Obaj opuścili się na linie
 w studni i niezauważeni przez nikogo opuścili zamek.
Druga legenda , a właściwiej opowiastka, powstała już w czasach 
współczesnych. Zamek Hukvaldy odwiedza wiele turystów. Odwiedzający
 często pochylali się nad studnią, wrzucali kamienie i słuchali ich łoskotu. 
Tak też uczynił pewien mężczyzna, ale kiedy rzucił kamień z ręki zsunął 
mu się złoty zegarek i wraz z kamieniem wpadł do studni. Turysta prosił,
 by ktoś zechciał mu ten zegarek wydobyć, jednak nie było chętnych, 
wszyscy bali się głębokości. 
Mówi się, że nawet dzisiaj, jeżeli ktoś się pochyli nad studnią i mocno 
skupi, to usłyszy tykanie zegarka. Problem w tym, iż drewniana chatka 
nad studnią jest zamknięta i o żadnym pochylaniu się nad nią, oraz 
wsłuchiwaniu, nie ma mowy.

 
j w obrębie zamkowych murów jest jeszcze jedna studnia. Znajduje się 
ona przed kamiennym mostem.

Nie znalazłam żadnej informacji na jej temat. Prawdopodobnie miała 
mniejsze znaczenie.
C.d.n. 
Źródła:
https://medievalheritage.eu/pl/strona-glowna/zabytki/czechy/hukvaldy-zamek/

https://www.ic-hukvaldy.cz/hrad-hukvaldy
 https://www.atlasceska.cz/pamatky/hrad-hukvaldy-16926
 

 

04 listopada 2023

Ooooooo… ja cierpię dolę, czyli dlaczego nie pójdę na nowy film „Chłopi” (zamieszanie dziegciem w garze zachwytów).

 


Zanim pójdę do kina obejrzeć jakiś film, szukam o nim informacji, recenzji, a jak mogę, to oglądam filmy z realizacji danego filmu. Tak też zrobiłam przed pójściem na „Chłopów”.

Wiem, że film zbiera pochlebne recenzje, wiem, że bardzo wielu on się podoba, jednak ja na tę wersję „Chłopów” nie pójdę.

Obejrzałam na YT film, dotyczący jego produkcji i powiem szczerze, nie mam zrozumienia dla takiej wizji reżyserskiej. 


 

Piękne sceny, piękną grę aktorów zepsuły te koszmarne komiksowe nakładki, które tną twarze, postaci, krajobraz na dziesiątki geometrycznych fragmentów, tworząc przy tym jakąś dziwną grę światłocieni, a raczej gmatwaninę plam ciemnych i jasnych.  W zamyśle machnięcia pędzlem a wynik tego „malowania” jakiś dziwny.



Obejrzałam kilka razy sekwencję: scena w wersji realistycznej, potem pierwsza nakładka, potem druga nakładka i za każdym razem dochodziłam do wniosku, że z kolejną nakładką, moje poczucie estetyki cierpi coraz bardziej i nie jestem w stanie przełknąć tej komiksowej wersji. Kurcze nawet ruchy aktorów w tańcu wyszły jakieś kanciaste.  Słucham narratora w filmie- „Aby optyka obrazu malarskiego współgrała z optyką kamery”. No i według mnie niezbyt zagrała. „Zagranie” statycznego obrazu za pomocą kamery jest pewnie potrzebne i takie było zamierzenie twórców, jednak co za dużo to nie zdrowo. Po kilku minutach oglądania tej  wersji filmu, byłam total zmęczona swoim „naciąganiem” wizji do obrazu realnego, bo jego „malowniczość’ wyraźnie przeszkadzała mi w odbiorze fabuły.

 


Czytam: „Chłopi” idą po Oskara". „Emocjonalny kolaż zmysłowych doznań”- słyszę w kolejnym filmie- recenzji „Chłopów”.

„Chłopi to produkcja, która przedstawia się przepięknie”- kolejne stwierdzenie.

„Seans „Chłopów” to prawdziwe hipnotyzujące przeżycie”, „Trzeba iść na film, by doznać malarskiej euforii”- kolejny zachwyt. „Chłopi”, film, który z dumą pokażemy za granicą”- hmmmmmm….

Oczywiście recenzje są ekstra, pełne uniesień, zachwytów itp., a mnie za każdym razem, kiedy oglądam sceny z filmu, odrzuca.

 Poczułam się jak jakiś gniot, który „nie rozumie”. No nie tak, chyba jednak nie tak do końca nie rozumie. Obejrzałam w swoim życiu mnóstwo filmów (nawet te, które w latach 70 nie weszły na ekrany kin w Polsce- w Filmotece warszawskiej), zrobiłam fakultet na studiach (2 semestry), który nosił nazwę „Film”. Trochę pojęcia jednak o filmach i ich tworzeniu mam.

Czy, zatem, stwierdzenie, że wolę realistyczną wersją, czyni ze mnie zacofaną, nie znającą się osobę?

Owszem, nie znam się na współczesnych technikach tworzenia filmów, jednak nie trzeba mieć tej wiedzy, by uznać, że film mi się podoba lub nie.

I nie jest to sytuacja typu: „Nie widziałaś całego filmu, to nie mów”. No nie widziałam tej wersji, ale widziałam starą wersję, czytałam powieść, znam fabułę. Na nową wersję poszłabym tylko po to, by obejrzeć grę nowych aktorów, ewentualnie scenografię, ewentualnie pewne techniczne rozwiązania. Jednak czy koniecznie takie? I czy powieści pokroju „Chłopów”, są odpowiednim materiałem do pokazywania ich w takim stylu? Nie chodzi mi o zadęcie, bo to lektura, bo to problemy wsi, bo to układy damsko-męskie, ale mimo wszystko, oglądając sceny z filmu, czułam jakieś spłycenie treści powieści, sprowadzenie do banału "kreskówki".

To, co mogło być piękne- impresjonistyczne krajobrazy, uroda aktorek, barwność strojów, ekspresja zachowań, sceny z wesela itp. sprowadzono do  komiksu w stylu japońskim, ale żeby było bardziej polskie, bardziej sielskie, „ubogacono” film "obrazami" znanych polskich malarzy- głównie Chełmońskiego, ale i Wyczółkowskiego, Rapackiego, Masłowskiego, Wierusz-Kowalskiego, Ślewińskiego, Fałata, Stanisławskiego a także Kotsisa, Ruszczyca. Wykorzystano również obrazy malarzy zagranicznych: J.F. Milleta, J. Vermera, E Muncha, Bruegela Starszego, V. van Gogha. No sporo tego, jak na jeden obraz "wiejski"

Dobrze, że natchnęło mnie, by zobaczyć fragmenty „Chłopów” w tej wersji najpierw na YT. W kinie pewnie męczyłabym się przez cały film, albo (co najbardziej prawdopodobne) wyszłabym z sali  po 15 minutach.

No i jeszcze jedno, to jest moja opinia, ale być może są teraz w kinematografii takie trendy, by „komiksować” filmy? Może w obszarze filmowych poszukiwań nowych stylów, gatunków, gdzieś się ten film mieści? Może właśnie „komiks’ najszybciej dociera do nowego pokolenia, dlatego jest ono filmem zachwycone?


 

Czy zdobędzie Oskara? Nie sądzę, myślę, że jednak, z całym szacunkiem dla twórców, będą o wiele lepsze filmy kandydować do tej nagrody.

 

P.S. Na recenzję Raczka naprowadził mnie komentarz pod jednym z filmów na YT. Przeczytałam go dopiero po napisaniu tego posta- przeczytałam i poczułam mocne wsparcie dla mojej opinii (moich odczuć) na temat filmu. Zresztą komentarze pod filmami na YT, dotyczącymi „Chłopów” w tej wersji, też były różne ( mniej było krytycznych)- nie wszyscy byli zachwyceni, wielu zwracało uwagę na to samo, co ja.

A teraz opinia T. Raczka, bardzo dobrego krytyka filmowego.

Tuż po 48. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni Tomasz Raczek stwierdził publicznie, że twórcy polskiego kandydata do Oscara wspomagali się sztuczną inteligencją, a cały film nazwał "wyrobem czekoladopodobnym". Według znanego krytyka filmowego malowana na płótnie miała być tylko co piąta klatka”

 Więcej na ten temat

https://plejada.pl/newsy/tomasz-raczek-zmiazdzyl-film-chlopi-poszlo-nie-tylko-o-aktorstwo/xfc9g6v

 

03 listopada 2023

Dziś

 

Szukam kąta "do zdechnięcia":(

Podsyłam Wam trochę górskiej jesieni. Zdjęcia zrobiła Młoda na niedzielnej wyprawie w Beskidy.

 













 


Na życzenie Repo.

I na poprawę nastroju.


 



02 listopada 2023

A tymczasem rozpoczął się listopad

 

I tak sobie spokojnie minęło to listopadowe święto- na spacerze z Bezką, podziwianiu krajobrazu, „pasieniu oczu” niesamowitymi jesiennymi barwami, na czytaniu książki i oglądaniu meczów tenisowych.

O, właśnie, skończyłam czytać „Wawel” Janickiego. 539 stron interesującego tekstu (do tego jeszcze dochodzi prawie 100 stron przypisów i Bibliografia) połknęłam w niespełna tydzień. Myślałam, że to będą nudy na temat obiektu, ale Janicki świetnie posplatał ze sobą wątki dotyczące architektury, remontów, katastrof itp. jakie miały miejsce na Wzgórzu Wawelskim z wątkami historycznymi (od powstania grodu do końca II wojny światowej).  


 

Teraz zabrałam się za „Barbaricę”- historia Polski przed Mieszkiem I. I już  mnie wciągnęło.

Mimo iż piękna pogoda, cieplutko oraz słonecznie, nie chce mi się porządkować ogrodu, a przydało by się jeszcze trochę w nim popracować.

W donicach, na tarasach i przed domem, kwiaty kwitną obficie i też jeszcze szkoda ich wyrzucać. Wszystko się opóźnia, ale chyba wolę tak, niż pluchy, zimno i paskudnie.

Trochę kolorków jesiennych


Na dole ogrodu, na tej miedzy rosną grzyby.



Za chwilę zrobi się złote, potem czerwone, a potem zniknie.

 Krzaczysko hortensji w ogrodzie siostry, podświetlone zachodzącym słońcem. W realu piękne, na zdjęciu już nie tak, ale też jest klimat.
Listkowe impresje

I stary koszyk z suchym trawami w słońcu jesiennym wygląda ślicznie. Cały się złoci.
Hortensja, która wpycha się na tarasowe schody. Muszę ją przesadzić, a na jej miejsce posadzić coś wąskiego.
Niedzielny poranek- kukurydza ma się dobrze, a mnie wnerwia coraz bardziej. Chciałabym już zobaczyć wschodni kawałek świata.

Udało mi się nagrać sójkę. Najpierw pozowała, potem zwiała i jakąś chwilę trwały poszukiwania, ale już jej nie było.


 
Codziennie nad domem przelatują klucze rybitw. Rano lecą na zachód, po południu wracają na wschód.


 

I to na razie tyle.