„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

30 stycznia 2026

A tymczasem trup wroga spłynął w dół rzeki.

 


Tym razem styczeń bardzo mi się dłużył. Na szczęście już się kończy. Powietrze się zmienia, naświetlenie się zmienia, dzień się wydłuża. Nie będę narzekać na zimno, bo u nas i tak jeszcze łagodnie jest. Najniższa temperatura w styczniu wyniosła -9 stopni w nocy (parę razy). W dzień temperatury, bardzo często, były trochę powyżej zera, ale słonecznych dni w tym miesiącu było mało. Śniegu tez spadło niewiele w porównaniu z zimami, kiedy potrafiło napadać po 30 centymetry i więcej. Teraz przeczekać jeszcze te parę dni, w których mają być mrozy do – 11 stopni i potem prognozy są już bardziej optymistyczne. Tak, czyli dyżurny pogodowy temat chyba wyczerpałam.

Wczoraj zobaczyłam wychodzące z ziemi narcyzy. Mają już 2 centymetry wysokości. Narcyzy wychodzą, ale śnieżyczek jeszcze nie widać. Oczar też jeszcze uśpiony. I kalina pachnąca również.

Próbowała kwitnąć już w grudniu, a teraz nie jestem pewna, czy nie przemarzała. Oglądałam pączki, ale mało można po nich wyrokować, czy zakwitną jeszcze. Ciekawa jestem, czy jeż, któremu zrobiłam zimową norę, przeżyje. Mogłabym w marcu sprawdzić, rozgrzebując stosik, ale nie mam ochoty na to. Boję się, co tam mogę zobaczyć. Może lepiej zostawić to wszystko naturze. Co się stanie, to się stanie i znów muszę stwierdzić- generalnie nie mam wpływu na to, co wyczynia natura.

Zatęskniłam za haftem. Wygrzebałam rozpoczęty haft na dżinsowej bluzce i mam zamiar trochę popracować nad dalszą częścią. Jeden ptaszor już jest, teraz wyhaftuję jakiś badylek, a potem następnego ptaszora. Motyw ptaka znalazłam na Pintereście. Bardzo mi się spodobał, jest lekki, niebanalny. Był częścią innego haftu, ale ja sobie sama opracuję swój projekt na bluzkę.

Czytam biografię Żeleńskiego-Boya. Czy ja wiem? Nie powala, ale sporo interesujących rzeczy o epoce, w której żył, można przeczytać. Choćby te o Tetmajerach czy Przybyszewskich. Dawno temu czytałam pozycje i o Przybyszewskim, i o Dagny Przybyszewskiej. Ich życie to istne szaleństwo, zwłaszcza jego. Zresztą niemal cała ówczesna bohema wiodła życie nietuzinkowe.

A dzisiaj uśmiałam się serdecznie. Diabeł we mnie zachichotał i rzekł- Widzisz- to jej prawdziwa natura, choćby się nie wiem jak zarzekała, awantury i dokopywanie innym, to jej specjalność

Śledzę na Facebooku opowiadania pewniej pani, która dzierga czapki. Czapki są śliczne, pani fajnie opowiada. Ma na Facebooku swoje prywatne konto, nie jest to grupa, dlatego ten, kto tam komentuje ma wybór- słuchać, albo tam nie wchodzić. Jeżeli ktoś komentuje to dobrowolnie i świadomie.

Dzisiaj pani opowiadała, jakie to komentarze są pod jej filmikami. I nie zgadniecie, kto tam się kąśliwie wypowiedział. 

Poznajecie tę buźkę? No tę w niebieskiej otoczce?

 


Zobaczcie, gdzie nasza półgwiazda robi teraz zadymy. Blogi jej nie wystarczyły, to trzeba bezinteresownie dokopywać kobiecie, która nikomu nic złego nie robi, jest uprzejma i nadzwyczaj cierpliwa wobec tych komentarzy. 

Komentarz basieńki czepliwy, zjadliwy, z pretensją, z nutą ordynarnej wyższości. Wlazła na konto kobiecie i bezinteresownie, bez jakiegokolwiek powodu, hejtuje.

Tu jest dalsza część dyskusji. No i po co to wymądrzanie się basieńki?

Barbara Anna Serwin

Boże co za łopatologia. Czy Pani naprawdę uważa obserwujących za idiotów, którym trzeba po 2, 3 razy powtórzyć, żeby zrozumieli?

Maria Nowacka

Barbara Anna Serwin sądząc po wpisach niektórzy jeszcze nie rozumieją ....

Autor

Czapki Uli

Proszę mnie nie pouczać i nie obrażać, skoro się pani nudzi, proszę nie oglądać

Jo von Boch

Barbara Anna Serwin czemu ten komentarz ma służyć?Dla jednych jest to oczywiste a innym otwiera oczy.Inni są jak widać po komentarzu jak puszka Pandory.Nic miłego po otwarciu nie wyjdzie.

Aneta Szatkowska

Barbara Anna Serwin poczytaj komentarze... Mimo że łopatologicznie to i tak wciąż są tacy którzy nie rozumieją

Susan Stalenka

Barbara Anna Serwin tak, bo wiele osób nie rozumie, skąd się bierze wysoka cena.

Barbara Anna Serwin

Susan Stalenka ja nie mam nic do ceny, bo to wyłączna decyzja dziewiarki i kupującego. Co prawda dziwi mnie trochę wliczanie ciepła w domu do ceny produktu, ale reszta jest ok. Ale powtarzanie po kilka razy tej samej informacji jest dość irytujące, bo dziewiarki nie są ograniczone umysłowo, żeby nie wiedzieć, że jeżeli jeden motek wełny kosztuje 70 zł to 3 motki będą kosztowały 210 zł, że jeżeli czapka jest z 2 10 dkg motków to waży 20 dkg. Po co więc mówić i mówić jedno i to samo, szkoda czasu. Słuchając autorki czułam się jak nierozgarnięty przedszkolak w zerówce i z trudem dobrnęłam do końca, bo jednak temat mnie interesował. Myślę, że wiele dziewiarek oglądających rolkę miało podobne odczucia tylko uzbroiły się w cierpliwość i nie poruszyły tego tematu. Gdybym była na miejscu autorki to chciałabym wiedzieć jak to co robię odbierają moje widzki, chociażby po to, żeby robić coraz lepsze materiały.”


No proszę, pani „wiem lepiej” nie odpuści, musi mieć ostatnie zdanie i nadal pouczać- mega czepialska.

Ja rozumiem, że mogła na własnym blogu zdechnąć z nudów, bo mało kto tam komentuje- zgasła naczelna gwiazda, nie ma kto podburzać głównej blogowej „adwokatki”, ale po co od razu zadyma na fejsie? Po prostu ta pani ma naturę awanturnicy i koniecznie musi komuś dokopywać. Blogerki się przyzwyczaiły do jej wyskoków personalnych, nie dają się prowokować, to poszukała sobie do robienia awantur inne poletko. Screen zrobi swoje- nie wyprze się swojej wredoty.

I nie mam żadnych obiekcji, że to wsadzam. Za te wszystkie jazdy, jakie mi urządziły, za te kłamstwa na mój temat, za te wszystkie niewybredne epitety pod moim kątem, za oczerniania mnie w blogosferze. A wiele blogerek dobrze wie, że taką jazdę nie tylko mnie zrobiła.

Chińskie przysłowie mówi „Usiądź na brzegu rzeki i poczekaj, aż trupy twoich wrogów spłyną z prądem".

Właśnie jeden popłynął w siną dal.