„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

19 stycznia 2026

Łączyć zamiast dzielić.

 

Wczoraj rano mgła, mgła ogromna, mgła gęsta, nieprzenikniona mgła. Stłumiła ona wszelkie odgłosy, było niesamowicie cicho, tajemniczo, otulał mnie świat jeszcze uśpiony.

O 6 rano ciemnawo, ale już nie muszę używać latarki podczas spaceru z Bezą wokół ogrodu. I około 17 też już nie. 


 

Dzień się wydłuża, co tchnie optymizmem. Żeby jednak nie było zbyt fajnie, zapowiadają mocne mrozy. A ja, jak zawsze, biorę poprawkę, że u nas będzie lżej. Może nie – 10, a tylko – 6 stopni nocami będzie? A przez dzień ma być ciut powyżej zera. 


Wracając do wczorajszego, dnia. Mgła snuła się do 13, potem, wyjrzało słońce- górą, bo dołem jeszcze smugi mgliste pełzały nad ziemią. Na termometrze -3 stopnie, czyli? Czyli jedziemy na krótka wyprawę. No i pojechaliśmy w chaszcze, zarośla i wody leniwe. Mówiąc normalnie, pojechaliśmy w teren, zobaczyć nowy most pieszo- rowerowy, łączący brzegi Olzy- polski z czeskim. Pojechaliśmy, a podczas jazdy otaczał nas bajkowy, zimowy świat. Wszędzie- na płotach, krzakach, drzewach, badziewiach, trawach siedziała szadź. Skrzyła się w promieniach słońca, kontrastowała bielą z sinawym niebem, z żółtymi i brązowymi plamami, widocznymi na łąkach oraz polach. 


 

Pojechaliśmy od czeskiej strony, bo tam Czesi już zrobili dobry dojazd oraz można bezpiecznie wejść na most. Po polskiej stronie, na początku mostu, jest uskok- gminie zabrakło pieniędzy na dokończenie dojazdu, ale już wójt obiecał, że w tym roku zejście będzie wykończone. I ja mu wierzę, bo to rzetelny człowiek (gmina sąsiaduje z naszą).

Most łączy wieś Pogwizdów z czeską wsią Louky (Łąki). Przed I wojną światową te dwie wsie były pod panowaniem austriackim, a region nazywał się Śląsk Austriacki. W Pogwizdowie urodziła się moja babcia- matka ojca. Była córką gospodzkiego. Obok ich gospody wiodła droga do brzegu Olzy i dalej, przez rzekę, do Łąk. Nie wiem, czy tam były wtedy jakieś mostki, czy tylko bród, ale podobno ludzie tamtędy chodzili na drugą stronę Olzy.

Mój tata opowiadał, że jak Polacy, w 1938 roku, „odebrali” sobie Zaolzie, to tam nie było granicy i on się w miejscu, gdzie teraz jest nowy most, kąpał w Olzie. Wynika z tego, że poszliśmy „tropem wspomnień”, choć ja dopiero, będąc już na miejscu, skojarzyłam sobie, że chyba o nim ojciec opowiadał.

Od gór.

I na zachód w stronę Odry

Most jest architektonicznie bardzo ładny. Proporcjonalny, lekki, ładnie wkomponowany w przyrodę. Nie miałam wrażenia, że go na siłę wsadzono w otoczenie. Wykonany starannie, żaden bubel, z dbałością o bezpieczeństwo użytkowników- solidne zabezpieczenia przed wpadnięciem do wody. 


 

Kurcze, bardzo mi się spodobał. Mam zamiłowanie do dobrej architektury, obojętnie czy dużej, czy małej i cieszę się, kiedy powstaje jakiś obiekt, który współgra z otoczeniem oraz estetycznie jest dopasowany.

Po czeskiej stronie. 


 

Na polskim  brzegu taki baner,


 


Nie byliśmy tam długo, a jednak trochę spacerowiczów się przewinęło. Pewnie latem most będzie miał duże „wzięcie”. Po czeskiej stronie, obok niego, wiedzie szlak rowerowy. Czesi to w ogóle są bardziej niż Polacy, pod względem małej turystyki, zorganizowani i nastawieni na przeciętnego użytkownika. Mają pełno ścieżek rowerowych, przy których są wiaty na odpoczynek, miejsca widokowe- ścieżki są równe, bezpieczne, miejsca wypoczynku czyste, zadbane. No i wszędzie są tablice informacyjne, opisujące miejsca, w których się jest. 


 

Wycieczka krótka, zdawałoby się w miejsce mało interesujące, a jednak wszyscy jesteśmy zadowoleni. Beza, bo pupsko przewiozła i nawąchała się po wsze czasy, Jaskół, bo wyrwał się z domu, a ja, bo... no bardzo lubię właśnie takie nieobowiązujące wyprawy, gdzie wszystko można podciągnąć pod: ”a to przecież takie ładne, a to przecież takie ciekawe, a to przecież....”

Nakręciłam dwa filmy. W niektórych momentach za szybko przesuwałam obiektyw, ale jak się film ogląda na dużym ekranie, to oddaje urok tego miejsca. Pierwsza część jest kręcona na moście, druga na czeskim brzegu. Na nim widać głównie brzeg polski. Pod koniec znów szybko lecą obrazy, bo Beza zakręciła się ze smyczą wokół moich nóg i musiałam trzymać pion, a aparat swoje wyczyniał.

 


Muzyka: Chris Rea "Looking for the Summer" (New Generation Mix) (ver. 2) - Digital Master VideoEdit

Droga z Karviny do Petrovic


 Zrobiłam sporo zimowych zdjęć z tą piękną szadzią, wykorzystam je do następnej prezentacji o zimie.