Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

piątek, listopada 15, 2013

Myśli jak czaple....

Myśli po głowie łażą, jak te czaple w wierszu Herberta.
Niestety, tak samo są leniwe i prawie w bezruchu. Po całym dniu galpoady, NIE chce mi się wieczorami już nic. Coś tam dziubdziam, coś oglądam.  Aaaaaaaa... polecam film obyczajowy "Służące". Lata 60te, Stany Zjednoczone- stan Missisipi, losy czarnych służących, pracujących w domach białych Amerykanów. Wierzyć się nie chce, w jaki sposób wtedy byli traktowani Murzyni. Mimo, że fabuła jest gorzka, nie brakuje dobrego humoru. Próbowałam też oglądnąć film "Wielki Gatsby", z Leonardo di Caprio, ale w połowie film wyłączyłam. Mdły, krzykliwy, a di Caprio mydłkowaty. Stanowczo lepsza jest książka i jej stara wersja filmowa. 
A ruch myśli? Chyba jesień daje znać o sobie: i te długie ciemne wieczory, i te poranne mgły, i te mżawki...

A niedawno taki zachód udało mi się złapać.







 Tak barwiło się południowe niebo
 a tak wschodnie
I próba panoramy:)

niedziela, listopada 10, 2013

Co to za ptaki?

Po południu, mimo że niedziela, naprawiamy ogrodzenie wokół parkingu, żeby Bezka bezpiecznie siedziała w ogrodzie i nie szwendała się między samochodami klientów. Nad nami przelatują bardzo nisko samoloty z bardzo dużą częstotliwością. Zniżają lot w kierunku lotniska w Krakowie. Zastanawiamy się, czy to czasem nie są samoloty z ekipami zlatującymi się na Szczyt Klimatyczny. Spoglądam w stronę samolotu, który z kolei zniża się w kierunku Katowic. Błyska srebrnym podwoziem. Na chwilę odwracam wzrok i znowu szukam tego samolotu na niebie. Widzę, jak coś bieli się na moment i znika, i znowu pojawia się biała plama wysoko na niebie.  Zbliża się zamiast oddalać i znika. Potem druga…. trzecia… wiele
- Popatrz- mówię do Jaskóła- Co to za samolociki latają?
Jaskół podchodzi i patrzy we wskazanym kierunku.
-To nie samolociki. To jakieś ptaki.
Ptaki szybują bardzo wysoko. Kiedy zwracają się w nasza stronę, błyskają w słońcu białymi piórami na brzuchu. Kiedy zawracają się w przeciwnym kierunku- nikną. Kołujące stado- chyba około 30.ptaków- zbliża się powoli  do nas. Lecę po aparat fotograficzny. Chcę zrobić zdjęcia, ale nie potrafię ptaków umiejscowić. Aparat bierze Jaskół i też ma kłopot. Są one bardzo wysoko i kołują dosyć szybko. W końcu udaje mi się zrobić parę niezbyt ostrych zdjęć.
Zastanawiamy się, jakie ptaki o tej porze roku mogą jeszcze szykować się do odlotu, co sugeruje kołowanie stada.
- Bociany? – pytam z niedowierzaniem.
-Eeeee, chyba nie….- Jaskół wpatruje się z natężeniem w niebo- Trzeba przez  lornetkę – dodaje.
Jasne, lornetka, melepety jedne. Od niej trzeba było zacząć. Odwracam się i lecę po lornetkę. Po chwili widzę ptaki blisko. To nie są bociany. Gęsi, żurawie też nie, bo te nie kołują w przelotach. Tworzą klucze i lecą w nich na trasie. Zresztą te ptaki do żadnego z wymienionych nie są podobne.
No i mamy zagwozdkę. Kiedy zrobiłam na kompie powiększenie ptaka, zobaczyłam sylwetkę albatrosa. Albatrosa?????? Niemożliwe! Albatrosy przecież żyją w zupełnie innej części świata. Nasz znajomy, kiedy mu opowiedzieliśmy o tych ptakach, stwierdził, że to możliwe, bo teraz w przyrodzie występują często anomalia i nawet nad Polską może pojawić się stado albatrosów.

Czy ktoś jest w stanie rozpoznać, co to za ptaki, które dzisiaj zaobserwowaliśmy?




środa, listopada 06, 2013

Jesienne "płynne złoto"

Świat się rozpłakał, a potem znowu, pod wieczór, słońce wyjrzało. I na tle ogromnych, ciemnych, prawie granatowych chmur zalśniły ostatnie liście na brzozach i modrzewiach. Uwielbiam te jesienne kontrasty. Złoto... płynne, stare złoto migoce na tle granatu i ciemnych szarości. Słońce, będące już nisko oświetla od spodu korony drzew, co daje niesamowity efekt. Nie potrafię sobie odmówić takiego widoku i stoję z zadartą głową, obserwując te cudności, aż słonce schowa się za las. Jeszce przez jakiś czas niebo jest złoto- różowo- fiołkowe a potem robi się szare.
Na wiosnę przecięliśmy gałęzie od południowo- wschodniej strony i teraz, kiedy liście opadły, zobaczyliśmy przez okno Czantorię. Przypomniałam sobie, jak przed obsadzeniem ogrodu drzewami, mieliśmy przepiękny widok na pasmo czeskich Beskidów i pasmo naszego Beskidu Śląskiego- od Czantorii, przez Równicę po pasmo Błotnego (Błatnej) i Klimczoka. Wprawdzie drzewa zasłoniły widoki, ale osłoniły ogród i dom przed wiatrami. Dzięki nim mamy też w ogrodzie swoisty mikroklimat. Zresztą nie wyobrażam sobie ogrodu bez wysokich drzew- brzóz, lip, czeremchy, modrzewi, akacji… A teraz jeszcze zasadzę kasztanowiec- samosiejkę. Już ma prawie pół metra wysokości. Może dożyję czasu, kiedy zakwitnie. 
Dzisiaj zdałam sobie sprawę z tego, że żyję jakby w innym wymiarze. Gdzieś tam ludzie spieszą się do pracy, dzieci chodzą do szkoły… coś się dzieje- jakieś dramaty, radości, a ja sobie tutaj, w domu, spokojnie pracuję i wcale nie mam ochoty iść do ludzi. Kompletnie wystarcza mi dom, nasz sklep oraz ogród. Wieczorami oglądam na komputerze komedie polskie. Wiem… wiem… podobno głupie. A mnie to Ne wadi… Dzisiaj oglądałam Lejdis… no i co… mało ambitne, ale fajne. Nie mam ambicji oglądać wieczorami „wielkiego kina”. Oglądam sobie, coś tam szyję i jest mi super.

Płynne jesienne złoto