Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

wtorek, stycznia 06, 2015

Kolorowo noworocznie

W tym roku było nawet spokojnie. Bezka została w domu pod opieką Jaskóła, a my z Młodą wychynęłyśmy z domeczku na drogę, pooglądać widowisko. Hmmmm... gdzieś tam na horyzoncie huczało, błyskało kolorowymi światełkami, a na naszej ulicy tym razem widowisko trwało może z 15 minut? No i dobrze. Zwierzaki miały krótszy czas na stresowanie się. Jeszcze w domu nastawiłam aparat na funkcję „fajerwerki” i pewna siebie: „ja wam jeszcze pokażę”, jak się robi dobre zdjęcia, poszłam „łapać obiekty”. No i ZONK. Owszem, aparat robi zdjęcia fajerwerków, ale po każdym pstryknięciu fotki, pokazuje się komunikat: „Przetwarzanie obrazu”, które trwa kilka dobrych minut. A fajerwerki w tym czasie szaleją po niebie, a ja bezsilna czekam, kiedy to przetwarzanie skończy się i będę mogła złapać następne iskierki. Zamiast mieć radochę, tylko się wkurzyłam.
To „złapałam i przetworzyłam”.








sobota, stycznia 03, 2015

Jak zawsze....rude grasują

Dziękuję za życzenia świąteczne i noworoczne.
Tak, to na początek nowego roku, a dalej? Dalej zwyczajnie, normalnie i jakby tego okresu świątecznego nie było. Szaleństwo zakupów przedświątecznych w naszym sklepie za nami. Daliśmy radę. Jak zawsze, w myśl powiedzonka: „Takich trzech, jak nas dwoje, to nie ma ani jednego”. Ale były chwile, kiedy na tak zwany pysk padaliśmy.
W ogrodzie zima przepycha się z „wiosną”. Jeszcze 15 grudnia spotkałyśmy z Bezką jeża. Dzielnie tuptał w kierunku kompostu. Potem wiewiórki dostały jakiegoś amoku. Kursowały po balkonie oraz tarasach tam i z powrotem. Ganiały po parapecie okna pokoju „komputerowego”. Spenetrowały wywietrznik przy oknie sypialni, a potem nosiły do niego w pyszczorach jakieś kłęby. Siano? Trawę? Gałązki? Wydawało mi się, że to mogą być nawet kawałki wełny mineralnej, położonej na strychu. Latem zauważyłam w jej płatach wyrwane dziury, jakby ktoś sobie gniazda w nich chciał zrobić. Ani chybi rude rządzą się na strychu. Ganiały po bluszczu czepiając się pazurkami ściany. Istne akrobatki. Jedna z nich, podczas takiej akcji, nie utrzymała się i zleciała na kabel. Ten nie wytrzymał ciężaru- oderwał się od ściany. Zwietrzały plastik z jego osłonki, zsypał się szeleszcząc. Zaśmiecił cały chodnik i podest przed wejściem do domu, a psica wpadła w szał. Innym razem widzę, jak Beza pędzi przez trawnik w stronę domu. I nagle, z balkonu, leci na taras kłębek, spada z hukiem na cztery łapy, strzelając pazurami o beton, zadziera kitę, gna do ogrodu. Beza za nim. Szał. I tak trwało to wiewiórcze ADHD prawie tydzień. Do nadejścia mrozu. Teraz jest spokój. 

 Takie porządki robią na tarasie w donicach. Najpierw zagrzebały w nich orzechy, a potem dobrały się do spiżarni. O posprzątaniu bałaganu- zapomnij:)
 Jedna szalała na ścianie, druga gnała po krokwi w przeciwną stronę. Nie dało rady zrobi zdjęcia dwom naraz.
  Z lewej strony kabel. Jeszcze przytwierdzony do ściany. Za chwilę zostanie brutalnie zerwany, a ruda umknie na taras.
 Druga wisi na krokwi. Waha się, w którą stronę teraz polecieć. Wybiera trasę w lewą stronę i znika pod dachem
 
Te zdjęcia są robione dzień później. I znowu trwa buszowanie rudych po tarasach, balkonie, parapecie. Zdjęcia są robione przez szybę.




 Upsssss.... hmmmmmmmm!!!! Gdzie teraz zwiać ?
 
W górę.....





 
Beza na straży. Co będą jej się rude ciągle pałętać przed nosem ?
 

poniedziałek, grudnia 22, 2014

W dzien narodzenia....

W Boże Narodzenie
„Podli,ohydni i brudni,
W pyle spieczonych dróg,
Dnia pewnego usłyszeli,
Że się narodził w bieli
Bóg.-
"Azali
Być może,
Byś ty się,Boże,
Urodził pośród nas?"
Nie uwierzyli.-
A onej radosnej chwili
Szedł Bogu kłaniać się las
I przybieżały zwierzęta
Ugięły nogi,
Gdzie Panna Najświętsza
Stała
I śpiewała:
"O Jezusieńku drogi"
I przybieżały kwiaty i trawy
I błogosławił im Bóg łaskawy,
Miłosny
Wiekuistością wiosny
Błogosławił rączyną:
"Niech się kwiaty rozwiną
I drzewa
I niech się ptak rozśpiewa,
Nie ku mej chwale,
O, nie,
Lecz tak przed siebie-radośnie
Miłości,światu i wiośnie
Ja chcę".
Zaśpiewał ptak i zakwitł kwiat,
Ptak...trylem,a kwiat...głogiem
I przemieniły w raj ten świat,
Człowieka godząc z Bogiem.”
Jan Sztaudynger

Wszystkim odwiedzającym mój blog, życzę spokojnych, zdrowych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w serdecznej atmosferze wśród uśmiechniętych najbliższych, a w nowym roku samych dobrych chwil, spełnianie wszystkich marzeń, dużo zdrowia i jak najmniej zmartwień oraz smutków.

sobota, grudnia 20, 2014

I się cieszę, i wściekła jestem, ale są ciasteczka

Jupi, jupi ej!!!!!!!! Mam go. Po tygodniu oczekiwania mam... MAM!!!! Nowy komputer. Poprzedni zapchałam dokumentnie. Cały dysk C był niebieściutki i tylko taki cieniutki, jak niteczka, różowy fragment mówił, że mam tylko tyle, a tyle wolnego miejsca. Tyle, co nic. Nie pomagało moje czyszczenie, nie pomagało czyszczenie kompa przez informatyka. Komp zwalniał, zwalniał, puchł i istniała realna groźba, że z wielkim hukiem rozerwie go na kwinkwagilion drobnych kawałeczków. W końcu informatyk zabrał pudło do siebie i postanowił go trochę zreanimować. Może dodać jakieś kosteczki pamięci, a może dysk dodać jeszcze jeden. Kombinował, łączył, dodawał i... wywalił cały system. No cóż i tak liczyliśmy się z zakupem nowego, dlatego zbytnio nie protestowaliśmy. Po tygodniu czekania, pojawiło się to cudo pod moim biurkiem. A teraz mam zgryz. Tam miałam XP-ka, a tu mam „7”kę. Ha! Już, warcząc, szukałam ustawienia strony. Normalnie siedziało to sobie w zakładce „Plik”, teraz w „Formacie”. Jak „zapisać” dokument, to znowu 5 minut na poszukiwanie miejsca. Wrrrrrrrrrrrrrrrrrr.... udało się. A na razie nie mam napędu do płyt, nie mam programu do obróbki zdjęć i w ogóle zaraz mnie tu szlag trafi. Potrójne Wrrrrrrrrrrrrrrrr....!!!!!!!!!!!!!!!
Ciasteczek cieszyńskich na święta nie piekę. Dwa tygodnie temu koleżanka zapowiedziała się z dużym pudłem tychże i już wiedziałam- mam pieczenie z głowy. 
 
Udało mi się wkleić jedno wielkie objętościowo jak stary mamut. Bez mojego nicka i w ogóle.
To są dwa pudła cieszyńskich ciasteczek, które dostałam.