Taki piękny łan kwitnącego czosnku niedźwiedziego widzę przez okno, siedząc przy komputerze- czosnek w ogrodzie siostry. Bogracz gotowałam kilka
razy. Ostatni ugotowałam w lutym. Zrobiłam zdjęcia, by wrzucić na blog i
pokazać, że nie tylko chińska kuchnia jest w pakiecie moich zainteresowań
kulinarnych. Dania z kuchni innych krajów są w nim również.
Niestety, podczas robienia
porządków w folderach ze zdjęciami, ten z kulinarnymi dokonaniami Jaskółki,
wyleciał w powietrze. Szkoda, bo miałam tam już niezłą dokumentację z gotowania
oraz pieczenia fajnych jedzonek. No to apiać cały cykl.
Pierwszy na linię ognia
poszedł bogracz- węgierska zupa typu śląski ajntopf (wszystko do jednego
gara, byle sycące, byle gęste).
Bogracz gotuje się jak
kartoflankę, to dlaczego go nie reklamować?
I teraz moje rozmyślania przy
krojeniu mięsa wołowego na zupę. Kawałek wołowiny miał być takim wspaniałym
„czystym” mięskiem na bitki lub rolady. Niestety okazał się tylko z góry
piękny, bo w środku miał pełno żył i włókien. Zaczynam to chabazie wycinać-
nasuwa mi się myśl o wegetarianach i ich krytyce mięsożernych. No, myślę sobie,
jak to łatwo krytykować innych, że jedzą zwierzątka, że serca nie mają, że jak
tak można, że ekologia, bo hodowla zaśmieca środowisko, truje powietrze… Myślę
sobie i wściekam się przy wycinaniu tych żył. Tak szczerze mówiąc, to częściej spotykam się
z krytyką, dotyczącą jedzenia mięsa, uprawianą przez wegetarian, vegan czy
jeszcze inne nacje, niż z krytyką wegetarianizmu ze strony mięsożernych. Mało
tego, wegetarianie swoją krytykę przeprowadzają za pomocą słownictwa, które ma
wbić mięsożercę w ogromne poczucie winy,
takie, że nic tylko iść i zakopać się w piasek, bo odważył się zjeść kotlet,
roladę wieprzową czy udko z kurczaka na obiad. A w dodatku żre kiełbachę,
szynki, wędzone boczki- bez skrępowania, że właśnie pożera zwierzątko. No…
Tnę to paskudne, oporne
mięso na kawałki i dalej mi się myśli snują- jak to jest, że taki krytykant nie
popatrzy najpierw sobie do talerza, zanim zacznie na innych wieszać, nomen omen,
psy, które też są mięskiem? Nie widzi, że te wszystkie ostrygi, krewetki,
rybki, mule, raki i kraby to też mięso? Naprawdę tego nie widzi? A wcina to z
apetytem i jeszcze mówi- ja mięsa nie jadam, ale ryby tak. Nie, nie jadam
mięsa, ale rybne sushi, mniam, owszem, mógł/mogłabym jeść na okrągło. A jajeczka, a galaretkę???? Żelatyną robi się
z kości wieprzowych i rzadko który wegetarianin zastanawia się, z czego jest
zrobiona galaretka, którą na deser wcina. Koń by się uśmiał z takich
wegetariańskiej dwulicowości i zakłamania.
Jestem przeciwniczką
niehumanitarnego uboju, przeciwniczką uboju rytualnego, przeciwniczką hodowli
zwierząt na futra, przeciwniczką bezmyślnego myślistwa, przeciwniczką dręczenia
zwierząt dla widzi mi się itp. ale nie mam zamiaru brać udziału w nagonce na
ludzi tylko dlatego, że wybrali taki, a nie inny sposób żywienia oraz styl
życia. I nie mam zamiaru być ofiarą takiej nagonki. Jakim prawem ktoś, komu
wydaje się, że żyje lepiej ode mnie, albo wybrał, według niego, lepszy styl
życia, będzie mi narzucał ten styl? Tylko dlatego, że „wydaje mu się”? Jakim
prawem obrzuca mnie, mięsożerną, epitetami, wyśmiewa, krytykuje i wpędza w
poczucie winy z tego powodu? Jeżeli zechcę „zmieniać” świat, to zrobię to z
własnej woli, a nie dlatego, że ktoś pohukuje mi nad głową, jaka to ja jestem
zła oraz bezduszna, bo ośmielam się jeść mięso.

No dobra, pocięłam w końcu
to oporne mięso w kostkę i myśli poleciały mi w stronę ekologii, często na nas
wymuszanej. Takie segregowanie odpadów w naszej gminie- ja jestem zadowolona, że
w ogóle jest, bo przedtem konieczność nakazywała to wszystko palić, nie było
gdzie składować. Ale jak weszło segregowanie śmieci, wszedł nakaz mycia
słoików, butelek, opakowań np. po jogurtach. No kompletny bezsens, bo wzrosło
jednocześnie zużycie wody oraz prądu- zimną wodą tłustego nie wymyjesz. Ale
przyszło opamiętanie i ten nakaz zniesiono- ja niektóre opakowania myję, bo
trzymamy wory w piwnicy i po kilku dniach byłby straszliwy smród (segregowane
odbierają u nas raz w miesiącu). Od dwóch lat gmina odbiera odpady bio- no
ludzie, zdziwiłam się- bio na wsi? Ale ma to jednak sens, ponieważ
polikwidowano hodowlę świntuchów (ani jednego już się w gospodarstwach nie
hoduje- ludzie puścili ziemię w dzierżawę), krów, a kur to teraz w
gospodarstwie jest najwyżej kilka, o ile w ogóle one są. Gdzie te resztki dawać?
Stary zwyczaj ogrodowy zakłada posiadanie kompostownika. Najpierw mieliśmy taki
tradycyjny- odpadki, chwasty na kupie kompostowej. Potem kupiliśmy dwa duże
plastikowe pojemniki- kompostowniki, wrzucamy tam resztki jedzenia przesypując
je chwastami- robi się piękna ziemia kompostowa. Ale na wsi zwyczaj kompostowania
przeminął- odpadki ładuje się do plastikowych kubłów, te wywozi gmina co 2
tygodnie. Do tych kubłów właściciele wrzucają również skoszoną trawę, to mnie
jednak bulwersuje, bo skoszona trawa, kiedy się ją zostawi, trawnik nawozi.
No dobra, każdy sobie rzepkę
skrobie, ale kiedy zgłosiłam kompostowniki i poprosiłam o ulgę, bo w końcu nie
obciążam gminy wywozem odpadków, usłyszałam, że ulga w miesięcznej opłacie za
wywóz śmieci wynosi 1 zeta. To samo mają właściciele domów, które ogrzewają
gazem- gmina nie wywozi ich popiołu, ale oni muszą za ten wywóz płacić. Podobno
są to ogólnokrajowe przepisy i tyle.
I dalej bogracz- poprzednie
bez kluseczek. Podobno rasowy bogracz powinien te kluseczki w sobie mieć. No to
zrobiłam.
Najpierw o nich, potem o
zupie. Kluseczki robi się banalnie prosto: wbijasz do miski jajko, soli,
dodajesz tyle mąki, ile jajko zbierze, ale ciasto powinno być miękkie.
Wyrobiłam całość ręką, dałam na deskę do krojenia, uformowałam wałeczek i
pocięłam go w taki sposób, jak się kroi na kopytka. A potem te kluski do zupy i
poczekać aż się ugotują. W przepisie jest rada- jak wypłyną, to znaczy, że ugotowane.
Sęk w tym, że bogracz jest gęsty i kluski żadnym sposobem się w nim nie utopią,
nic nie wypłynie, bo nie opadnie na dno. Kluseczki można ugotować osobno w
osolonej wodzie.

W ogóle te przepisy są
często niedokładne, składniki podawane byle jak, widać, że wiele jest
powielanych „bez głowy”. A ja potem gotuję według takiego niedokładnego
przepisu i wychodzi klapa. Tak było z czeburakami (tu akurat dobrze, że zdjęcia
wyleciały w niebyt- zrobię następne czeburaki, to pokażę)- zrobiłam według
wybranego przepisu- wyszły twarde. Potem poszukałam innych przepisów i w nich
była zupełnie inna technologia robienia ciasta. Teraz parę razy porównuję
przepisy- wybieram ten, który wydaje mi się sensowny. Oczywiście wymagający
mało pracy i nie „kosztowny”, oraz nie ma wymyślnych produktów.

Bogracz- to jeden z symboli madziarskiej tradycji kulinarnej. Węgierska nazwa "bogrács"
wywodzi się od tureckiego słowa "bakraç", oznaczającego „ miedziany
kociołek”. To prawdopodobnie przybysze z Osmańskiego Imperium, rozpowszechnili, na terenach nad Dunajem,
Drawą oraz Cisą, zwyczaj przyrządzania potraw nad ogniskiem. Miedziane naczynia
zastąpiono żeliwnymi, a Węgrzy dalej z umiłowaniem przyrządzają w kociołku nad
ogniskiem różne potrawy: halászlé (zupa
rybna), paprykarz (potrawa
z baraniny lub cielęciny z dużą ilością papryki i śmietany),
slambuc (danie z boczku, ziemniaków, cebuli, papryki i łazanek) oraz
wszelkie odmiany gulaszu, na czele z tytułowym bograczem.
Często na bogracz mówi się gulasz,
ponieważ węgierskie słowo „gulyás” oznacza zupę gulaszową, jaką jest bogracz.
Sprawdziłam przepisy na bogracz i na gulasz- prawie
niczym się nie różnią. Wynika z tego, że dla Polaków gulasz to zupa, która po
węgiersku nosi nazwę bogracz. Ale żeby być sprawiedliwym, należy dodać, że w
sposobie przygotowania, gulasz od bogracza różni się tylko tym, iż gulasz
zagęszcza się zasmażką, a bogracz pozostaje w postaci gęstej zupy. No i do
bogracza można, ale wcale nie trzeba, dodać kluseczki.
Bardzo często w Polsce mówi się "gulasz" na kawałki mięsa w gęstym sosie- "na są obiad ziemniaki z gulaszem i kiszonym ogórkiem".
Pierwotnie podstawowymi mięsami
w bograczu były dziczyzna i wołowina. Najczęściej gotuje się go na wołowinie,
ale dobór mięsa jest współcześnie dowolny. Charakterystyczny smak tej zupie
nadają różne rodzaje papryki, smalec wieprzowy, boczek wędzony oraz ziemniaki.
I znów można dodać, że współcześnie w bograczu można znaleźć różne dodatki np.
pieczarki, grzyby leśne, inne warzywa niż w podstawowym przepisie, plasterki
kiełbasy itp.
No nie wiem, jak chcę
ugotować coś, co jest charakterystycznym daniem danego kraju, to staram się
gotować pierwszy raz zgodnie z przepisem, a potem, ewentualnie z braku jakiegoś
produktu, przepis modyfikować.
Podaję przepis na bogracz
tradycyjny. Ugotowanie go zajęło mi około 1,5 godziny.
Składniki na 4 porządne
porcje:
- 500 g mięsa wołowego na
gulasz
- 2 łyżki smalcu
wieprzowego,
- 100 g boczku wędzonego,
- 1 duża cebula,
- 4 duże ząbki czosnku,
- 2 marchewki,
- 3 papryki kolorowe(
zielona, czerwona, żółta),
- 3-4 ziemniaki,
- 1 łyżka papryki suszonej
słodkiej ( nie wiem, czy płatek, ja dałam mieloną),
- 4 liście laurowe,
- 6 ziaren ziela
angielskiego,
- 1,5 litra wody,
- 1 puszka pomidorów
krojonych (400g),
- 1 łyżka koncentratu
pomidorowego,
- sól, pieprz do smaku,
- kwaśna śmietana do
podania,
- zielona pietruszka do
podania,
Tego wyjdzie sporo, czyli
potrzebny jest duży rondel lub garnek, no chyba, że ktoś ma ekstra kociołek i robi bogracz nad ogniem.
Moje uwagi- w przepisie są podane składniki i ich ilość, ale
to od indywidualnego podejścia zależy, ile czego dać do zupy. Nie dałam
koncentratu, bo bogracz i tak był bardzo pomidorowo- słodki, dałam mniej
ziemniaków oraz średnie marchewki, ponieważ nie ma podanej wielkości warzyw. Nie dałam zielonej papryki, ale jak ktoś chce mieć dużo, to należy dodać więcej
ziemniaków, paprykę różnokolorową. Podczas gotowania kosztowałam i dodawałam sól oraz pieprz
do smaku, bo ciągle było „płone” (ni słone, ni płone- za mało doprawione).
Wykonanie:
- Mięso pokroić na nieduże kawałki, posolić.
- Roztopić tłuszcz, wrzucić na gorący tłuszcz
mięso i smażyć parę minut (smażyłam dosyć długo, bo chciałam mieć pewność,
że nie będzie twarde- wołowina jest długo twarda).
- Na smażone mięso wrzucić pokrojoną cebulę w
kostkę, pokrojony w kostkę boczek oraz straty czosnek (pokroiłam czosnek
drobno). Smażyć około 10 minut.
- Wrzucić pokrojone w kostkę paprykę oraz
marchewkę, dodać słodką paprykę.
- Wlać do wszystkiego wodę, dodać liść laurowy,
ziele angielskie lekko posolić. Całość gotować na małym ogniu około 30
minut.
- Wsyp pokrojone w kostkę ziemniaki.
- Kiedy ziemniaki będą prawie miękkie, dodać
pomidory i na koniec koncentrat pomidorowy. Gotować wszystko do miękkości
mięsa. Jeżeli trzeba, doprawić gotową zupę solą oraz pieprzem.
Z kluseczkami.
Można
podawać w miseczkach z kluseczkami, z kleksem kwaśnej śmietany i posypane
zieloną pietruszką.
https://kuchnia.wp.pl/bogracz-jak-zrobic-wegierski-specjal-6596340458732512a
Zdjęcia kociołków :
https://www.kwestiasmaku.com/kuchnia_polska/wolowina/bogracz/przepis.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bogracz
P.S. Proszę tu nie
zamieszczać opisów, dotyczących okrutnego traktowania zwierząt i proszę mnie nie
przekonywać, że jedzenie mięsa jest złe. Przedstawiłam swoje zdanie na ten
temat, moja postawa wobec takiego, a nie innego sposobu żywienia, jest
przemyślana i na razie nic jej nie zmieni.