Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

26 sierpnia 2024

A tymczasem zbliża się babie lato.

No cóż, zarzekała się żaba, że do wody nie skoczy i chlup… tylko kręgi po powierzchni się rozeszły. Nie znoszę robić przetworów, no nie lubię i już, ale okazało się, że moje nielubienie nic nie znaczy wobec urodzaju. A marnować jedzonka to ja jeszcze bardziej nie lubię. Miałam przestać na dwóch słojach ogórków małosolnych, a zrobiłam ich 8- sukcesywnie, w miarę zjadania już gotowych. Do tego doszły 3 słoiki fasolki szparagowej w słonej zalewie oraz 12 słoików ogórków octowych. Dereń w tym roku szybciej dojrzewa, owoce opadają. Pozbierałam, ile się dało, bo on nierówno dojrzewa- są dwa słoiki kompotu.


Okna- po 4 miesięcznym przesuwaniu ich mycia (bo to upały, bo to remont tarasu, bo to „dziś nie chce mi się”, „ogród teraz ważniejszy”), zostały w zeszłą sobotę, do południa, umyte. Och… ślicznie czyściutkie i prawie pachnące- w takim stanie przetrwały raptem 3 godziny. Późnym popołudniem zrobiło się szaro, potem sino biało i spadła taka ulewa, jakiej w życiu nie widziałam (no może tylko wtedy, kiedy chmura się nad domem urwała i zalało całą piwnicę na wysokość 30 cm). Nawiasem mówiąc, za każdym razem, kiedy widzę za oknem nieprawdopodobny szkwał, mówię ”No czegoś takiego to ja jeszcze nie widziałam”, po czym następna ulewa jest jeszcze gorsza. Ta w sobotę to było coś niewyobrażalnie strasznego. Lało, wiało, wichura niosła pył wodny, który stworzył białą ścianę. A potem spadło niebo- deszcz o blaszany dach walił z taką siłą, iż myślałam, że krokwie nie wytrzymają i dach zawali się, a my w tym huku nawet tego nie zauważymy. Ja naprawdę czegoś takiego, do soboty, nie przeżyłam. Trochę grzmiało, ale wiatr oraz szum deszczu głuszyły wszystko. Drzwi tarasowe na obu tarasach (tarasy zadaszone), były mokre od góry do dołu. Okna zalane z trzech stron (czwarta ściana jest wspólna z „bliźniakiem” siostry)- burza przyszła z południowego wschodu, a zalało również okno od północy. Drzewa prawie kładły się i już „widziałam” ogromne straty w ogrodzie. Wszystko trwało może pół godziny, może ciut dłużej. Przeleciało, ucichło, tylko deszcz lał jeszcze dosyć długo. Nie, nie ma strat w ogrodzie- kilka suchych gałęzi spadło z sosen i tyle. Ale po raz pierwszy widziałam położoną trawę „pod górę”. I to pod brzozami, na miedzy między drzewami.

 Przeważnie woda spływając po stoku, kładzie trawę zgodnie z kierunkiem spływu- w dół. Podczas tej burzy wiatr przyczesał trawę w górę stoku. Dziwny widok.

Wiatr szedł „po ziemi” i przygiął również kwiaty, teoretycznie nie do ruszenia, bo wyższe krzewy je chronią.

Ucierpiał tulipanowiec- następny pień złamał się wpół. Pozostał jeszcze jeden pień, ale ten jest osłabiony, odkryty i pewnie przy najbliższej wichurze też się złamie. Szkoda, piękne drzewo, niezwykłe kwiaty, no żal.

W tym roku dalszych wypraw nie będzie (chyba). Majowy wypadek Jaskóła skutecznie je ograniczył. W dodatku przedłużający się remont tarasu i obłędne upały dołożyły swoje. Poranne spacery z Bezą również odpadły. Po 9 robi się już gorąco, a asfalt i pobocze są nagrzanie do niemożliwości. Zamiast przyjemności spaceru byłaby katorga z wywieszonymi, z powodu gorąca,  językami, jak u Bezy tak i u mnie.

Dlatego dłuższe chodzenie nie wchodzi teraz w grę. Odzywa się też mój kręgosłup, mocno nadwyrężony w czasach, kiedy opiekowałam się „leżącą” matką. Nie mogę dłużej chodzić i dłużej stać. Po każdej dłuższej akcji w spionizowanej pozycji, muszę się położyć. Nie powiem, żeby mi to jakoś przeszkadzało (tylko ten tępy ból). Po prostu zwolniłam tempo, a to, co trzeba zrobić rozkładam na raty. Da się. 


W tych przerwach czytam, czytam, czytam…Ostatnio skończyłam „Dziady i Dybuki” Kurskiego, teraz czytam „Łabędzie” Dehnela, a w kolejce czeka multum nowych pozycji.

Ogromne tomiszcza, mnóstwo stron, a jednak po przeczytaniu chciało by się jeszcze i jeszcze:)

 


Dom szczelnie pozamykany, by nie wpuścić gorącego powietrza do środka. Ale noce teraz są ciepłe- dzisiaj 20 stopni o północy i nawet poranki oraz wieczory, które w sierpniu bywają chłodne, nie są w stanie tego ciepła wymieść. Prognozy zakładają jeszcze jedną falę upałów w końcówce sierpnia, a potem ciepły wrzesień. Po ostatniej straszliwej ulewie, połączonej z takim huraganem, że momentami tylko pył wodny niósł się, jestem w stanie uwierzyć, że teraz na pewno klimat nam się zmienił. Niestety na gorszy. Lubię ciepło, ale mój organizm źle reaguje na letnie słońce. Kiedyś tego nie miałam, teraz się zmieniło. I to słońce też jest inne, bardziej „nagrzane’, prażące, wręcz nieprzyjemne. No i te nawałnice… gwałtowne, niebezpieczne, nieobliczalne…

A dzisiaj, w nocy, ulewa, rano deszcz, teraz słońce. W powietrzu czuć schyłek lata, zaraz zacznie się lato babie. 

Co w o grodzie? 


Od dwóch tygodni kwitną wrzosy. Te starsze, bo te zasadzone wiosną ledwo zipią. Na dziewięć sadzonek przyjęły się trzy i to tak ledwo, ledwo.
Nie dosadzam, nie warto się denerwować, że znów jakaś roślina "nie wypaliła".

 

Na karaganie dojrzałe strąki. Jest ich dużo mniej niż w zeszłym roku.

Za to czerwona leszczyna mocno obrodziła. I co z tego, kiedy orzechy niejadalne, bo w nich siedzą robaki. Wiewiórki wyprowadziły się z ogrodu. No cóż, gniazdowanie krogulca, skutecznie je wypłoszyło.

Pigwa dopiero dojrzewa, a ten pigwowiec ma już dojrzałe owoce.
Na jarząbach i jarzębinie, w tym roku, mnóstwo owoców- pięknych, dorodnych czystych bez plamek.

A ketmie przy bramie zakończyły kwitnienie. Te mniejsze, w ogrodzie, jeszcze pięknie kwitną




Na jednym krzaku dwa kolory. W dodatku białe kwiaty są pełne, filetowe są puste.

Jeszcze są dwa gatunki, ale tym nie zdążyłam zrobić zdjęcia. Może w przyszłym roku uda się:)

21 sierpnia 2024

Angielski ogród.

Zawsze podobały mi się angielskie ogrody. W latach 80. oglądałam angielski serial, w którym pokazywano, jak Anglicy zakładają ogrody, jak je planują, komponują, jak dobierają rośliny na określone rabaty. Dziką zazdrość wywoływały u mnie te wszystkie płotki, palisady, pergole, donice, ławki, altanki itp., jakie mogli sobie Anglicy sprawić do ogrodu. U nas wtedy była w tym temacie posucha, a jedynym dostępnym materiałem „zdobniczym” były kamole nielegalnie wywożone z górskich rzek, albo robione za straszne pieniądze elementy z metaloplastyki tudzież drewniane (o strasznych krasnalach nie piszę, bo mieć takiego w ogrodzie było obciachem).

No i te ich narzędzia ogrodnicze, przyprawiające o ból głowy. Miałam do dyspozycji motykę, jakiś szpadel, grabie i jeden sekator. O ziemi kupowanej w worach nic jeszcze nam nie było wiadomo. A potem przyszła era marketów ogrodniczych oraz sklepów wysyłkowych i świat zrobił się piękny. Nareszcie mogłam kupować rośliny takie i siakie, narzędzia  i ziemię w worach, płotki, palisady i co tam się zamarzyło. Ale ogród, mimo tych wszystkich udogodnień, nie był oraz nie jest taki, jakie mają Anglicy.  Bo cała sprawa polega nie na tych udogodnieniach, a na klimacie, w jakim te ogrody są uprawiane.

U nich łagodne zimy, wilgotne powietrze, lata bez żarówy z nieba- rośliny mogą długo wegetować bez wstrząsów klimatycznych. U nas a to mróz, a to upał, a to ulewy, wichury, susza, palące słońce… Jest sierpień, a mój ogród wygląda jak w połowie września. I mogę się uwijać, pilnować, dbać, chuchać, dawać ekstra ziemię, nawozy, odpowiednie gatunki, a potem przyjdzie jeden jedyny kataklizm, albo przeleci przez grządki tabun ślimoli i po ptokach.

Zdjęcia ogrodu angielskiego w Leeds Castle zrobił mój syn.













 


 

18 sierpnia 2024

Ajajaj prezesi dwaj, czyli sezon ogórkowy trwa.

 Prezes I

"WĘZEŁ GORDYJSKI

Cała Polska zamarła, gdy Prezes Jarosław ukazał się światu w krawacie zawiązanym od tyłu. Są tacy, którzy twierdzą, że Kaczyński od tyłu jest ciekawszy niż z przodu. Wielu jednak twierdzi, że od tyłu jest tak samo pospolity jak an face.

Instytut Psychologii Dziecięcej właśnie wydał opinie w sprawie krawata uwiązanego u szyi zbawcy narodu odwrotnie.

Otóż okazuje się, że są osoby, które nie przywiązują wagi do swojego stroju, a tym bardziej nie przywiązują krawata do szyi. Te osoby nie są w kwestiach odzieżowych samodzielne. Mówiąc ostrzej są w sferze odzieżowej upośledzone. Dzieciom często nakłada się buty czy kurtki, bo same nie potrafią.

Z badań wynika, że geniusz z Żoliborza był do 60 roku życia ubierany przez matkę lub opiekunkę. Już wcześniej, przed aferą krawatową, widziano przywódcę PiS w sweterku nałożonym na drugą stronę, ze szwami na wierzchu. Każdemu z nas takie rzeczy trafiały się w życiu. Ale w wieku pięciu lat.

Głośne było zdjęcie Jarosława, gdy chodził w dwóch różnych butach lub z rozwiązanymi sznurowadłami. Po eskapadach z Brudzińskim, gdy płynął motorówką po Zalewie Szczecińskim, byli tacy, którzy dostrzegli na fotkach obszczane portki.

Fotki z wycieczek górskich pokazują ulubieńca górali w kurtce po Giertychu, czyli w pięć numerów za dużym rozmiarze. Politolodzy zastanawiają się, czy człowiek, który nie potrafi zadbać o siebie, potrafi zadbać o kraj.

Złośliwcy zaś twierdzą, że Prezes jest wizjonerem modowym, królem nowych trendów i po prostu lansuje niedbały strój jako współczesny wizerunek hipisa z odzysku.

Z kolei zdaniem komentatorów sceny politycznej Kaczelnik otoczył się dworem potakiaczy i zer, z których żaden nie ma odwagi poprawić mu krawata.

Analitycy wojskowi, specjaliści od szyfrów i taktyki wojennej, widzą w krawacie od tyłu zupełnie inny sygnał. To sprytnie zaszyfrowany komunikat dla swoich partyjnych działaczy, który znaczy tyle co "zarządzam odwrót" lub "ratuj się kto może. Ta ostatnia interpretacja wydaje się najwłaściwszą. "

Prezes II 

"PREZES NA OLIMPIADZIE

Po klęsce polskiego sportu w Paryżu, czepiają się tego Prezesa Komitetu Olimpijskiego strasznie. Że olał polską firmę i na stroje polskich sportowców wybrał niemieckiego Adidasa, że z rodziną jeździł do Dubaju i Dominikany kosztem polskich sportowców, że sypiał w Paryżu w czasie Igrzysk Olimpijskich w hotelu w którym doba kosztuje 4 tysiące złotych.

A gdzie miał spać? W wiosce olimpijskiej razem se spoconymi sportowcami? Ludzie! Przestańcie się czepiać kumpla Sasina. Pożyczał Sasinowi kase, grał z nim towarzysko w golfa, to i w nagrodę został prezesem MKOL.

A już te zarzuty, że żona Radosława Piesiewicza pracowała na fikcyjnym etacie w PKO, to wprost oburzające. A co miała tam robić w tym banku jak nie zna się na tej robocie? Wystarczy, że kuma co to jest miesięczny przelew na konto.

Toż to przecież lepiej, że brała kasę i nic nie robiła, bo gdyby zaczęła, to dopiero mogłyby być jaja. Sam mam trochę kasy w PKO i jeszcze mi nic nie ukradli. Więc o co te pretensje? I co z tego, że miała tam za nic nie robienie, tyle szmalu co stypendia dla kilkudziesięciu sportowców?

Sportowcy i tak medali nie przywieźli, a dzięki temu było na SPA i luksusy dla żony działacza. A już te ohydne pomówienia, że na lotnisku Chopina w Warszawie, to rodzinka Prezesa zawsze jest obsługiwana w pakietach VIP, co to furę siana kosztują, to już absurd zupełny.

Pan Prezes Komitetu Olimpijskiego ma pięcioosobową rodzinę i dla niego ona jest ważniejsza niż jakieś szermierki, kolarki czy pożal się Boże biegaczki, które niech się cieszą, że w klasie ekonomicznej samolotem leciały, a nie beczkowozem do Żabolandii.

Następnym razem zorganizuje się Igrzyska Olimpijskie Działaczy Sportowych i na nich wystartuje Prezes Piesiewicz wraz z małżonką i dziećmi. I zapewniam Was, że medali przywiezie więcej niż sportowcy.

Piesiewicz już dziś zdobył złoto w takich dyscyplinach jak:

1. Koszenie szmalu i luksusowe życie kosztem sportowców.

2. Narcystyczny autolans na billboardach.

3. Dojenie forsy na fikcyjnym etacie dla żony.

4. Korzystna dla portfela przyjaźń z Jackiem Sasinem.”

 

 

Oba teksty pochodzą z : https://www.facebook.com/KrzysztofSkibaFanPage

Zdjęcie i rysunek są również z tej strony. 

 

14 sierpnia 2024

Sierpniowe święto płodów ziemi, czyli jak Matka Boska Zielna wyparła Mokosz.

Pogańska religia Słowian była mocno związana z kultem przyrody. Jej święta wyznaczane były przez naturalny cykl upraw i zjawiska atmosferyczne. Ten cykl trwał i był niezmienny od zarania dziejów. Najpierw wiosną narodziny, potem rozkwit w lecie, zbieranie plonów jesienią oraz zanikanie, obumieranie zimą. Słowiańskie podstawowe kulty wiązały się z naturą: kult Słońca, Ognia, Matki- Ziemi.

 

 Starożytni Grecy zwali Ziemię Gają, z kolei Rzymianie nadali jej nazwę Tellus, Terra- Matka, Ziemia- uosobienie płodności, macierzyństwa, opieki.

 


Słowianie czcili boginie Matkę, noszącą imię Mokosz, której kult wywodzi się również z pradawnego kultu Matki- Ziemi. Była to bogini urodzaju, deszczu, mokrej pogody i burzy. Przypuszcza się, że towarzyszyła Perkunowi. Słowianie odnosili się do Mokosz z ogromnym szacunkiem, a jej kult dał podstawy do wielu późniejszych świąt maryjnych. Dniem tygodnia poświęconym Mokosz był piątek. 

 


W folklorze wschodniosłowiańskim przetrwała jako duch domowy. Ma on postać kobiety z dużą głową, przędącej nocą wełnę lub strzygącej owce. Pojawienie się ducha poprzedza warkot kołowrotka. Zostawiano jej obok nożyc kłębek wełny, a podczas świąt trochę żywności.

Słowianie zawsze darzyli ziemię nabożnym szacunkiem. Zgodnie z ich tradycją nie wolno było spluwać na nią, bić jej kijem. Zanim rytualnie powitano wiosnę, nie wolno było kopać w ziemi ani wykonywać orki. Wyrazem głębokiej czci dla ziemi było kładzenie na niej noworodka.

 


Pierwotny, słowiański kult Mokoszy przekształcił się w chrześcijański kult maryjny.

Współczesne święto Matki Boskiej Zielnej jest przedłużeniem kultu Matki- Ziemi. W naszym kraju i w innych krajach europejskich, Matka Boska jest uważana za patronkę Ziemi.

 


 

Tradycja ta powstała w V wieku. Początkowo święto to nazywało się „Zaśnięcie Maryi”.  W VI wieku, w Konstantynopolu, ustalono, że święto to będzie obchodzone 15 sierpnia. Potem zaczęto je obchodzić w Europie.  W Polsce obchodzone jest  od kiedy zaistniało  w niej  chrześcijaństwo i jego nazwa brzmi Święto Matki Boskiej Zielnej, podczas gdy w innych państwach przyjęło inne nazwy.  Na przykład w Czechach święto to ma nazwę Matki Boskiej korzennej.

 Oparte jest  na starej chrześcijańskiej legendzie, która mówi, że po otwarciu grobu Matki Boskiej znaleziono zioła oraz kwiaty, zamiast ciała.

W Polsce,  15 sierpnia powstał zwyczaj przynoszenia do kościołów płodów ziemi. Były to: zioła owoce, warzywa, kwiaty. Poświęcone w tym dniu bukiety i wiązanki nabierają szczególnej mocy: leczenia i płodności. Ustawione w domu miały mu zapewnić szczęście i miłość, a ułożone na  polu urodzaj. Praktyki te mają wiele wspólnego z obrządkiem pogańskim, a stosowanie przyjętej powszechnie nazwy Matka Boska Zielna, jest potwierdzeniem głębokiego zakorzenienia polskich katolików w czasach słowiańskich.

 


Siłę kultu Matki- Ziemi przeniesiono na kult Matki Boskiej. W Polsce, w średniowieczu kult ten stał się na tyle mocny, że powstała pieśń sławiąca Matkę Boską- Bogurodzica, którą uważa się za pierwszy, polski hymn.

 


Współcześnie Matka Boska Zielna czczona jest jako patronka Ziemi będącej w najbujniejszym rozkwicie. 

 


15 sierpnia składa się jej w ofierze płody ziemi, zioła, kwiaty, owoce i warzywa. Bukiety tak, jak w słowiańskich czasach, układa się z bylicy, macierzanki, mięty, piołunu, chabrów, kopytnika i krwawnika – ziół o wypróbowanych właściwościach leczniczych. Uzupełnia się je kwiatami polnymi i ogrodowymi oraz kłosami zbóż i traw.

 


Do kościołów przynosi się ogromne kosze misternie ułożonych warzyw, owoców, udekorowane kwiatami, ziołami oraz kłosami. Znosi się do świątyni całe dobrodziejstwo uzyskane ze zbiorów, żeby nacieszyć nim Matkę Boska Zielną, patronkę Ziemi. I jak kiedyś wierzy się, że to dobro, poświęcone, nabiera niezwykłych mocy.

 


Źródła:

http://wolnemedia.net/historia/historia-kultu-maryjnego/

http://dommokoszy.blogspot.com/p/mokosz.html

http://horoskop.wp.pl/kat,1015979,page,2,title,Kult-matki,wid,13444542,wiadomosc.html?ticaid=1111ea

http://davidicke.pl/forum/poganskie-echa-w-polskim-katolicyzmie-t3683.html

http://zakazanawiedza.wordpress.com/chrzescijanstwo/

http://www.wykop.pl/ramka/1234661/dlaczego-nasza-planeta-nosi-nazwe-ziemia/

Obrazy:

http://dommokoszy.blogspot.com/p/mokosz.html

 http://opolczykpl.wordpress.com/2013/07/09/matka-ziemia-a-wojna-cywilizacji/

http://www.potrawyregionalne.pl/243,2354,MATKI_BOSKIEJ_ZIELNEJ_.htm

http://www.gok-podegrodzie.net/archiwum/strony/aktualnosci/2009/22_mbzielnej/MBZielnej.html

http://bialczynski.wordpress.com/

http://epika.org/house-of-mythology