Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.

„Teraz nie czas myśleć o tym, czego nie masz. Myśl, co potrafisz zrobić z tym, co masz.” – Ernest Hemingway

piątek, października 04, 2013

Przymrozkowo jesiennie.

Wczoraj zastanawiałam się, czy już ciąć byliny i likwidować tegoroczne kwiaty. Ładnie jeszcze niektóre kwitły, a na bylinach dużo zielonych liści jeszcze było. Dzisiaj wszystko się wyjaśniło. Przyszronek, jak mówi mój syn, „ściął”, zamroził, zeszklił dokładnie wszystko. Rano -3 stopnie przy gruncie, mgliście. W południe słonecznie, pięknie jesiennie, z lekkim chłodnym wiatrem. W ogrodzie zrobiło się cicho. Kiedy szłyśmy z Bezą na poranny spacer, odzywały się tylko kosy, delikatnie pogwizdując. Głosom tym towarzyszył szelest opadających z drzew liści.  W dzień śpiewa sikora i od czasu do czasu odezwie się wysoko w górze jastrząb. Nawet szpaków, wiecznie kłócących się w gałęziach brzozy, też nie słychać. Pewnie odleciały. Zniknęły z ogrodu hałasujące głośno wróble, a gołębie zbierają się w stado i siadają na najwyższych gałęziach świerka. Nocami budzi nas krzyk pójdźki. Wydziera się ona gdzieś w lasku, na dole ogrodu. Niesamowity głos.
Jest spokojnie, nostalgicznie. Przyroda spowolniła.

Czekam teraz, kiedy kosy rozpoczną żarłoczne żerowanie na jarzębinach. Na razie leniwie dziobią czerwone grona, zrzucając niefrasobliwie pojedyncze koraliki na ziemię. Wczoraj w ogrodzie pojawił się kot. Bezczelny, w samo południe przedefilował Bezie przed nosem. Nie wytrzymał i tak mu pogoniła „kota”, że biedaczysko ewakuował się galopem na jarzębinę. A spieszył się ogromnie, bo Beza to owczarek zaganiający i tempo ma niesamowite.






Starłam z szyby odbicie sowy. Trudno było zmyć ślad, bo bardzo był tłusty. Myjąc szybę, miałam dziwne uczucie, jakbym coś traciła.

czwartek, października 03, 2013

Tak się rodzą cuda

Dzisiejszy poranek. Niosę matce śniadanie i idę poprawić firankę w oknie. Widzę duży,  biały ślad na szybie. Jestem trochę zła, bo okno niedawno myte. Najpierw myślę, że to pajęczyna przykleiła się po zewnętrznej stronie. Przypatruję się uważnie- nie, nie pajęczyna. Więc co? Robię dwa kroki do tyłu i jeszcze raz przyglądam się uważnie białej plamie. Nie do wiary- to ślad sowy. Podchodzę do okna, tak- ślad sowy. Dosyć dokładnie odbite pióra i zarys głowy. Z jaką siłą musiała uderzyć w szybę, że prawie cała się odbiła? Idę szybko na taras i uważnie przepatruję miejsce pod oknem. Nie ma ptaka. Mam nadzieję, że odleciał, bo jeżeli nie, to pewnie wcześniej  psy siostry...chyba nie…. Nie ma piór, puchu. Chyba odleciała. Pewnie to puszczyk, lub jego samica. Ostatni bardzo często budzi mnie w nocy jej krzyk. Puszczyk samiec pohukuje, a ona upiornie krzyczy. Puszczyk, głos którego ma zwiastować śmierć.

Czy tak się rodzą cuda, niezwyczajne znaki? Wystarczy, że coś się od szyby „odbije”, wystarczy, że podczas mycia płyn „rozleje się” i potem zaschnie, tworząc w wyobraźniach kształt, niech będzie, np. Matki Boskiej. Wystarczy, że cień gzymsu padnie na szybę i ktoś dopatrzy się w nim profilu Kaczyńskiego. A co odbicie „mojej” sowy mogłoby podpowiadać?








PUSZCZYK
Sowa średniej wielkości, krępej budowy ciała. Ubarwienie bardzo zmienne (najbardziej u sów), występuje w dwóch podstawowych odmianach kolorystycznych: szarej i brązowej, od ochrowej po rdzawobrązową, możliwe są też barwy pośrednie (rdzawe, szarobrunatne itp.), ale widać je dopiero u ptaków dorosłych. Na głowie brak tak charakterystycznych "uszu" z piór, jak u sowy uszatej. Samiec i samica wyglądem są podobne do siebie.
dł. ciała: samce ok. 41–43 cm, samice ok. 43–46 cm
rozpiętość skrzydeł: samce ok. 90–95 cm, samice ok. 95–105 cm
Typowy głos samca to pohukiwanie (długie "huuu", krótka przerwa, kilka urwanych, przyciszonych dźwięków "hu" i na sam koniec znów przeciągłe, dźwięczne "huuu"). Spełnia funkcję głosu terytorialnego, wabiącego podczas zalotów oraz kontaktowego przy przynoszeniu jedzenia dla samicy. Czasami również samica odzywa się takim pohukiwaniem, jednak bardziej ochryple i zawodząco, a frazy nie są tak wyraźne.
Typowy głos kontaktowy samicy to "kjuwik" (właśnie od tego głosu pochodzi ludowa nazwa puszczyka w niektórych regionach Polski – "kuwik"). Zdarzyć się może jednak, że takim głosem odezwie się też samiec. Na wiosnę można usłyszeć duet – pohukiwanie samca jednocześnie z "kjuwikiem" samicy.
Głos kontaktowy młodych puszczyków to zgrzytliwy pisk w odstępach co kilka sekund. W ten sposób młode komunikują swoje położenie rodzicom wracającym z pożywieniem.
W czasie wysiadywania jaj i karmienia potomstwa puszczyki zachowują się na tyle cicho, że człowiek nie wie o jej obecności w pobliżu. Dostrzega to zwykle przed lub po wylocie całej rodziny z gniazda, kiedy to te sowy zachowują się bardzo głośno, a ciągłe odgłosy młodych ułatwiają dokarmiającym rodzicom ich lokalizację w koronach drzew.
Prowadzi nocny tryb życia, przebywa najczęściej samotnie. Ptak osiadły, pozostaje w swoim terytorium przez cały rok. Jak wszystkie sowy, lata bezszelestnie, dzięki specjalnej strukturze lotek i ich ułożeniu w skrzydle.

Na nagraniu słychać głos puszczyka samca, a w tle cichszy krzyk samicy

czwartek, września 19, 2013

Nad zalewem (2)

 Zbliżenie zapory w Goczałkowicach. Byliśmy tam dwa lata temu i.. rozczarowałam się. Był tłok oraz hałas jak wczasowym deptaku. Nie dla mnie takie miejsca.
 Wiał mocny wiatr. Na wodzie tworzyły się niewielkie fale, które z szumem rozbijały się o brzeg. Brzmi to jak nadmorska opowieść, a działo się to na zalewie:)
 Następnym razem zrobimy sobie spacer  wałem tam, za zakrętem. Tam dalej jest już bardzo dziko i mniej ludzi.
 Najpierw najedli się herbatników, popili je wodą i zebrało im się na pieszczotki. Beza uwielbia Jaskóła, ale to przede mną ma respekt.
 Psica w paprociach. Paprocie są intensywnie zielone. Tworzą silny kontrast w stosunku do  poszarzałej i wyschniętej już trawy na wale.
 Oczka wodne między krzakami.
 Kruszyna. Tu jeszcze niedojrzała. Potem będzie miała owoce granatowe. Mnóstwo jej krzaków rośnie w szczelinach betonowego wału.
 Kalina. Od kilku lat bezskutecznie szukam sadzonki w sklepach ogrodniczych. I chyba będę musiała zastosować stary sposób- po prostu podprowadzić z nasypu kolejowego, na którym u nas rośnie. Naszym ptakom w ogrodzie przyda się jedzonkowe urozmaicenie, a zanim zeżrą jej owoce, jeszcze zdążymy nacieszyć się ich niesamowitą czerwienią .
Mech na zgięciu pnia jest jak z bajki.   Z daleka połyskiwał w plamie słonecznej.
 Obok tego kwiatka przeleciałam w pogoni za Jaskółem i Bezką, którzy maszerowali dziarskim krokiem w stronę samochodu. Kątem oka zauważyłam, że coś w kwiatostanach nie gra. I wróciłam. Nie żałuję. Piękne są:)
 Fotografowanie "pod słońce'  obok fotografowania "kropelek" to mój konik. Ta paproć aż wołała o zdjęcie i pajęczyny nad nią również.
 Ach ta brązowa aksamitność. Piękne są przekwitłe kwiatostany wrotycza.
 I ta jesienna lotność.... jeszcze chwila a oderwie się następny delikatny puszek.
 Las późnym popołudniem. Taki las lubię. Prawie bez podszytu, przestronny, łatwy do pokonania.
Jesień nadchodzi.